Traktoriada w Radziłowie

Traktoriada w Radziłowie połączyła pasję, rywalizację i wspomnienia.

Nie było tu rajdowych samochodów, za to były Ursusy, nowoczesne ciągniki, własnoręcznie zbudowane traktory, zagadki i trasy prowadzące przez wiejskie krajobrazy. W niedzielę, 27 września, w Radziłowie odbyła się piąta edycja Traktoriady – Rajdu Wiejską Scenerią. Dla jednych była to rywalizacja, dla innych okazja do pokazania swoich maszyn. Wszyscy zgodnie podkreślali jednak, że najważniejsza jest dobra zabawa.

Plac Targowy w Radziłowie od rana wypełnił się charakterystycznym dźwiękiem silników. Na miejscu pojawili się właściciele zarówno zabytkowych ciągników, jak i znacznie nowszych maszyn. Tegoroczna Traktoriada odbyła się już po raz piąty.

– To jest już piąty raz w Radziłowie. Czym jest Traktoriada? Jest to rajd wiejską scenerią – wyjaśniała Kinga Mordasiewicz, dyrektor Biblioteki Samorządowej w Radziłowie.

W tym roku uczestnicy mieli do pokonania dwie trasy. Podział uzależniono od mocy ciągników – osobną trasę przygotowano dla maszyn o mocy do 60 KM, a drugą dla tych, które mają więcej niż 60 KM. Była także kategoria przeznaczona dla sołectw z terenu gminy Radziłów.

Nie tylko jazda. Po drodze czekały zagadki

Traktoriada nie polega jednak na tym, kto szybciej przejedzie trasę. Uczestnicy musieli po drodze wykonywać zadania, rozwiązywać zagadki i wykazać się spostrzegawczością.

– Liczy się spostrzegawczość, spryt, troszkę szczęścia. I dobra zabawa, dobre humory – podkreślała Kinga Mordasiewicz.

Jak zaznaczał wójt gminy Radziłów Krzysztof Milewski, właśnie zagadki są jednym z ważnych elementów całej imprezy. Przygotowano je we współpracy m.in. z Zespołem Szkół w Niećkowie, Lasami Państwowymi oraz Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.

– Chodzi o przygodę, o to, żeby uczestniczyć, przejechać trasę, ale przede wszystkim zagadki, które są, one są ważne – mówił.

Zadania miały przy okazji prowadzić uczestników przez historię i specyfikę regionu. Nie bez znaczenia była również mapa, którą zawodnicy musieli najpierw dobrze odczytać, a później wykorzystać podczas przejazdu.

Ursus z 1963 roku wrócił na trasę

Wśród uczestników nie brakowało osób, dla których Traktoriada jest okazją do pokazania własnoręcznie odrestaurowanych maszyn.

Pan Sebastian przyjechał Ursusem C-328 z 1963 roku. Ciągnik zachował się w oryginale, a jego właściciel większość prac remontowych wykonał sam.

– W tamtym roku brałem udział. Spodobało się. Mam taki sprzęcik trochę odremontowany. No i ładna pogoda. Jedziemy dzisiaj. Drugi raz – opowiadał.

Jak dodawał, ciągnik kupił kiedyś od właściciela, u którego maszyna stała w stodole. Kiedy w Radziłowie pojawiła się Traktoriada, postanowił go wyremontować właśnie z myślą o udziale w imprezie.

– Odremontowałem go praktycznie sam, całego. No i tak jak widać, efekt jest. (…) W tamtym roku dał radę, to myślę, że i w tym roku da – mówił z uśmiechem.

Podobny sentyment do starych maszyn ma pan Marek, który w Traktoriadzie uczestniczy od początku.

– Już jest piąty rok, co biorę udział i co roku przyjeżdżam, bo fajna inicjatywa ze strony gminy i myślę, że integruje lokalną społeczność – podkreślał.

Jego ciągnik pochodzi z 1981 roku. Maszyna jest w rodzinie od nowości – wcześniej użytkowali ją dziadek i tata, a dziś jej właścicielem jest pan Marek.

– Bardziej to tak w celach reprezentacyjnych niż tam pracuję – przyznawał.

Traktor na ryby? Ten ma nawet specjalne wyposażenie

Pan Jan na Traktoriadę przyjeżdża już kolejny raz. Swoją trzydziestkę ma od sześciu lat i – jak sam mówi – ciągnik służy mu nie tylko do jazdy podczas takich imprez.

– Ja sam malowałem, wszystko sam robiłem, wszystko sam. No i na grzyby i na ryby jeżdżę – opowiadał.

Jego maszyna została przystosowana także do wędkowania. Jest miejsce na wędki i skrzynkę na ryby.

– O, jest sprzęt na rybie. Tam się stawia wędki, tu skrzynka jest do ryb, wszystko i się jedzie na ryby – tłumaczył.

Traktoriada jest dla niego przede wszystkim hobby i okazją do spotkania z innymi pasjonatami.

Sołtys za kierownicą.

W rajdzie nie zabrakło także reprezentantów poszczególnych miejscowości. Pan Andrzej, sołtys Karwowa, wystartował, ponieważ chciał w ten sposób reprezentować swoją miejscowość.

– Żona mnie zmobilizowała, żeby tutaj wystartować – przyznał.

Nie był to jego pierwszy start. Rok wcześniej jego załoga zajęła drugie miejsce.

– To jest zabawa, nie chodzi o to tylko, żeby bawić. Żeby dobrze było i bezpieczeństwo, to jest najważniejsze – zaznaczał.

Tym razem do rywalizacji przystąpił ciągnikiem Case z 2020 roku.

Czy chciałby powtórzyć ubiegłoroczny sukces? Jak sam przyznawał, każdy uczestnik chce wypaść jak najlepiej. Jednocześnie koszty przejazdu traktował z przymrużeniem oka.

– Przy tych cenach to, wie pani… Bardzo droga. Ale tego się nie liczy. To trzeba się poświęcić. (…) To jest raz w roku i to trzeba reprezentować gminę Radziłów – mówił.

Traktorek z części różnych maszyn

Jedną z najbardziej nietypowych konstrukcji zaprezentował pan Leszek. Jego pojazd nie jest fabrycznym ciągnikiem, lecz własnoręcznie zbudowaną konstrukcją.

– Samoróbka, silnik spalinowy S-320, osiemnastka. Przód jest prawdopodobnie od Lance Bulldog’a, tam 45, no i skrzynia jest od Stara, most jest od Stara, zwężony – wyliczał.

Całość powstała metodą prób i błędów. Było cięcie, spawanie, poprawki i ponowne dopasowywanie elementów.

– Tak na jednej elektrodzie, na jednej spawarce i tam kawałek przecinaka i szlifierkę i na tym powstał traktorek – opowiadał.

Po co go zbudował?

– No jest Traktoriada, przyjechaliśmy, że coś takiego mamy, że po prostu ktoś coś potrafi zrobić ręcznie i tak dalej – tłumaczył.

Jak dodawał, podobną konstrukcję ma jego kolega. Dla obu najważniejsze są chęci i pasja.

„Nagrody to element pośredni”

Wśród uczestników byli także tacy, którzy nie ukrywali, że wynik rywalizacji jest dla nich sprawą drugorzędną.

Pan Mateusz startował w Traktoriadzie po raz drugi. Wybrał Ursusa C-328 z 1963 roku, którego jego tata kupił około 15 lat temu. Maszyna była sukcesywnie remontowana.

– To bardziej kwestia pokazania traktora, tak mogę to powiedzieć. Dla mnie osobiście najważniejsza jest zabawa, żeby się dobrze bawić, a nagrody to już jest element taki pośredni – mówił.

Podobnie patrzył na udział pan Artur.

– Rewelacja. Pogoda dopisuje. Towarzystwo też. Wspomnienia. Pamiątka na całe życie, możliwość spotkania znajomych, kolegów – wyliczał.

Jak podkreślał, jego ciągnik jest nadal użytkowany i sprawny. Na Traktoriadę przyjechał przede wszystkim dla przygody, wspomnień i spotkania z innymi pasjonatami.

– Wspomnienia, które będzie można swoim dzieciom opowiadać, wnukom w przyszłości. Nigdy nie wiadomo, czy się spotkamy za rok, także trzeba korzystać z chwili – mówił.

Od maszyn z lat 60. po współczesne ciągniki

Właśnie różnorodność sprzętu jest jednym z elementów, które organizatorzy chcą pokazać podczas Traktoriady.

– Chcemy wszystkim pokazać właśnie to, jak rolnictwo się zmieniało, szczególnie właśnie maszyny. Czyli mamy ciągniki, które są z 60. roku, które nadal pracują, i mamy te nowe z 2020, powiedzmy. To też pokazuje, jak gmina Radziłów się rozwija. (…) Jak się rozwija rolnictwo – mówił wójt Krzysztof Milewski.

Jego zdaniem takie spotkania są także okazją do pokazania młodszym pokoleniom, jak wyglądała praca dawnymi maszynami.

– W rozmowie z młodszymi, po prostu z dziećmi, czy nawet z młodzieżą, ja mam świadomość tego, że oni do końca nie wiedzą, jak te urządzenia działały. Jedno pytanie „a jak to działało?” spowodowało, że po prostu zostały one uruchomione – opowiadał.

Podczas tegorocznej imprezy można było zobaczyć również zabytkowe maszyny prezentowane przez Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. Pokazywano także dawne prace polowe. Organizatorzy przygotowali ponadto pokaz konny, strefę gastronomiczną, warsztaty ludowe i rękodzielnicze oraz atrakcje dla dzieci, w tym konkurencje na mini traktorkach.

Nie tylko traktory

Choć głównymi bohaterami Traktoriady są ciągniki, wydarzenie ma być czymś więcej niż tylko rajdem.

Organizatorzy od początku podkreślają, że chodzi również o integrację mieszkańców, przypominanie historii rolnictwa i pokazanie, jak zmieniały się gospodarstwa oraz wykorzystywany w nich sprzęt.

– Mnóstwo pasjonatów. Są pewnie wspomnienia, rozmowa na temat maszyn, które są jakie, udoskonalane, bo przecież każdy w swoim gospodarstwie rolnym na pewno coś poprawiał, żeby to funkcjonowało jeszcze lepiej – zauważał Krzysztof Milewski.

I właśnie te historie są jednym z najciekawszych elementów wydarzenia. Bo za każdym starym Ursusem czy własnoręcznie skonstruowanym traktorkiem stoi nie tylko silnik i kilka ton żelaza, ale także konkretna rodzina, gospodarstwo, wspomnienia i człowiek, który nie chce jeszcze pozwolić, by stara maszyna zniknęła z wiejskiego krajobrazu.

Tegoroczna Traktoriada po raz kolejny połączyła więc rywalizację z pasją, edukacją i spotkaniem ludzi, których łączy zamiłowanie do rolniczych maszyn.



Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy