Wykopki pod Wiatrakiem przypomniały, jak kiedyś pracowała cała wieś

Wykopki pod Wiatrakiem przypomniały, jak kiedyś pracowała cała wieś

Dawniej wykopki nie oznaczały tylko zbierania ziemniaków. Były okazją do sąsiedzkiej pomocy, wspólnej pracy, śpiewania, jedzenia i spotkania. W Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu podczas „Wykopków pod Wiatrakiem” można było zobaczyć nie tylko dawne sposoby pracy na wsi, ale także przypomnieć sobie, jak wyglądało życie, w którym przy jednym gospodarstwie potrafiła spotkać się cała wieś.

– Dany gospodarz kopał i przychodzili wszyscy sąsiedzi i pomagano sobie w tym kopaniu – wspomina Elżbieta Ćwiek z Zespołu „Polne Maki”.

Tak właśnie wyglądały kiedyś tak zwane tłoki – wspólna praca na gospodarstwach. Jednego dnia wszyscy pomagali jednemu gospodarzowi, kolejnego szli do następnego. I choć pracy było sporo, wspomnienia uczestników wcale nie kojarzą się z ciężarem.

– Trochę śmiechu, trochę pracy i ten czas szybko leciał, nie dłużyła się praca – opowiada Ćwiek.

Na pole zabierano jedzenie i picie. Były kompoty, bułki, jabłka, a po zakończeniu pracy często przychodził czas na ognisko i pieczone ziemniaki. Zbierano je dokładnie, do ostatniego kartofelka.

– Zbierano do ostatniego ziemniaczka, a na końcu było na przykład ognisko i piekło się te kartofelki – wspomina Elżbieta Ćwiek.

Wykopkom towarzyszyły także inne jesienne prace. Jedną z nich było przygotowywanie kapusty na zimę.

Dzisiaj kiszenie kapusty można potraktować jako kulinarną ciekawostkę. Dawniej było to jedno z ważniejszych zajęć gospodarskich. Kapusty przygotowywano dużo, bo miała wystarczyć na całą zimę.

– Zbierała się zwykle cała rodzina. Ojciec rodziny był najsilniejszy, więc szatkował – opowiada Halina Tołwińska z „Polnych Maków”.

Wcześniej kapustę szatkowało się też nożami. Do pracy przychodziły sąsiadki, a później wszystko trafiało do dużych beczek.

– Kiedyś to takie beczki duże były,  na całą zimę – dodaje Halina Tołwińska.

Witold Kalicki wspomina, że w jego rodzinnym domu przygotowanie kapusty było pracą dla całej rodziny. I trudno się dziwić – jego mama miała siedmiu synów.

– Wszyscy pomagali. Jak jeden mąż – mówi.

Dla dawnych gospodarstw kiszona kapusta była czymś znacznie ważniejszym niż dodatkiem do obiadu.

– Ta beczka to było źródło witaminy – podkreśla Witold Kalicki.

Sekret dobrej kiszonej kapusty?

Członkinie „Polnych Maków” nie mają wątpliwości, że dobra kiszona kapusta wymaga nie tylko składników, ale również doświadczenia.

– Dobrze ubić, odpowiednio przyprawić. Potem pilnować goryczy, przebijać ciągle – tłumaczą.

Ważne są też przyprawy. Sól, odrobina cukru i kminek.

Ale przede wszystkim potrzebna jest osoba, która wie, co robi.

– Musi być jedna kierowniczka, która tym zawiaduje. I wie, ile czego dosypać, i co dodać, i jak udeptać – mówi Wioletta Stachowiak z „Polnych Maków”.

Jak dodaje, w ich zespole taka „kierowniczka” oczywiście jest.

Podczas wydarzenia można było zobaczyć również inne dawne sposoby gospodarowania. Robert Sikorski, kierownik Działu Historii Uprawy Roślin i Hodowli Zwierząt Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, prezentował między innymi proces pozyskiwania śmietany przy pomocy wirówki.

To urządzenie polskiej produkcji, wyprodukowane w 1961 roku.

Dawniej podobne urządzenia pozwalały szybko oddzielić śmietanę od mleka. Wcześniej trzeba było po prostu poczekać, aż śmietana sama się odstoi.

– Chodziło o to, żeby szybko tę śmietanę odwirować, żeby nie czekać, aż ona się odstoi – wyjaśnia Sikorski.

Podczas pokazu można było również spróbować swoich sił w tradycyjnym wyrobie masła.

– Już jest śmietana gotowa, czeka na chętnego, który by taką tradycyjną metodą to masło zrobił – zachęcał.

Od owcy do swetra

Jesień na dawnej wsi oznaczała także przygotowanie tego, co miało być potrzebne podczas zimowych miesięcy. Renata Niemyjska z Muzeum Rolnictwa opowiadała o tradycyjnej obróbce wełny.

Najpierw trzeba było ostrzyc owcę. Potem wełna trafiała do gręplarni, gdzie była czyszczona i przygotowywana do przędzenia. Następnie gospodynie skręcały włókna, a z uzyskanej przędzy mogły powstać między innymi swetry czy dywany.

– To był długi proces – podkreśla Renata Niemyjska.

Dawniej niewiele rzeczy po prostu kupowało się w sklepie. To, co można było pozyskać z wł

asnego gospodarstwa, wykorzystywano na wiele sposobów.

Dla Zespołu „Polne Maki” udział w „Wykopkach pod Wiatrakiem” to już wieloletnia tradycja. Jak mówi Wioletta Stachowiak, zespół uczestniczy w wydarzeniu od około dziesięciu lat.

– Staramy się pokazać te tradycyjne po sobie następstwa wykopek, czyli najpierw szatkowanie kapusty, później ubijanie jej w beczce, solenie, dodawanie marchewki, te kaczany, które są bardzo smaczne i rozdawane publiczności – mówi.

Bo choć dzisiaj niewiele osób potrzebuje sąsiadów do wykopania ziemniaków czy przygotowania beczki kapusty, właśnie takie wydarzenia pozwalają przypomnieć sobie, że dawniej praca była również sposobem na bycie razem.

– Teraz mamy niszę na takie sprawy, więc tutaj w Ciechanowcu to jest jedyna okazja, żeby to zobaczyć i spotkać się. I tutaj mamy swoich stałych przyjaciół – mówi Wioletta Stachowiak.

Elżbieta Ćwiek wspomina zaś przede wszystkim ludzi.

– Te tłoki tak jakby zjednoczyły ludzi. Każdy z każdym, nie było takiego, że tam ja sobie, ty sobie. Szli jedną bandą, później tańczyli, śpiewali – mówi.

I może właśnie dlatego wspomnienia dawnych wykopek nie zaczynają się od motyki, kopaczki czy ziemniaków. Zaczynają się od ludzi.

Od sąsiada, któremu trzeba było pomóc. Od kobiety, która wiedziała, ile soli wsypać do beczki. Od ojca, który szatkował kapustę. Od siedmiu braci pracujących razem. Od ogniska po skończonej pracy.

Bo kiedyś – jak wspominają uczestnicy – było trochę śmiechu, trochę pracy, a przede wszystkim byli ludzie, którzy robili to razem.



0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy