W starym kredensie naszej babci

Powiedzenie, że „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść” w ich przypadku jest całkowitą nieprawdą. Za to udowadniają, że ile gospodyń, tyle smaków tej samej potrawy. Tołkanica, sycze, simborek, gugel, czy ciastka ze skwarkami – dla jednych brzmi jak powrót do przeszłości, dla innych – zakrawa wręcz o egzotykę. Mieszkanki wsi Krynickie postanowiły połączyć siły i ocalić od zapomnienia stare przepisy swoich babć.

Gwarno i wesoło. Unoszący się w powietrzu zapach przygotowywanych smakołyków skusi mieszkańców nawet najodleglejszego zakątka wsi. To krynickie kucharki, które spotkały się po raz kolejny, by ugotować coś pysznego i co ważne, tradycyjnego. Swój projekt nazwały „W starym kredensie naszej babci”.

Bo jak widać kulinaria musiały zatoczyć koło, by po zachłyśnięciu się dostępem do wszystkich towarów świata, powrócić do klasycznych składników i receptur. Coraz częściej wybieramy więc babkę, czy placki ziemniaczane, zamiast talerza sushi.

Ile gospodyń, tyle przepisów

I chociaż gotują te same potrawy, to każda z nich robi je w nieco inny sposób, chociażby dodając różne przyprawy. A te różnice bardzo często wywołują zabawne sytuacje.

„Cebula surowa do gugla?! Nigdy w życiu! Musisz na patelni smażyć!” – dziwi się jedna z pań.

„Skwarki nie krojone, tylko przekręcane przez maszynkę!” – doradza kolejna. „A rób po swojemu!” – dodaje niby zrezygnowana.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że takie rozmowy prowadzą do konfliktu. Jednak nie w ich przypadku. Panie podchodzą do takich „sporów” z dużym dystansem. Spotykają się przecież po to, by ze sobą porozmawiać, wymienić opiniami, zdobyć nowe doświadczenia.

„Kiedy robiłyśmy babkę, to zobaczyłam, że koleżanka dodawała do niej sporo mięsa. Ja używam boczku, ale muszę przyznać, że jej babka była bardzo smaczna” – zauważyła pani Ewa Zakrzewska.

Zainteresowanie warsztatami z każdym spotkaniem jest coraz większe

To dowód na to, że wielopokoleniowe działania, szczególnie w tak małych miejscowościach, mają sens, są potrzebne i bardzo zbliżają do siebie mieszkańców.

„Takie spotkania to okazja do oderwania się od codziennych obowiązków, spędzenia wspólnie czasu. W domu też gotujemy, ale tutaj mamy dodatkowy powód, żeby się spotkać. Nie ma miedzy nami żadne złości, zawiści. Jest bardzo wesoło. Uzupełniamy się nawzajem. Wydaje się, że człowiek wszystko umie, ale okazuje się, że jednak nie do końca” – chwaliła warsztaty pani Ewa.

„W starym kredensie naszej babci”

Pomysł odtworzenia wystroju starej kuchni i warsztatów kulinarnych to inicjatywa Stowarzyszenia Miłośników Wsi Krynickie. Warto tu podkreślić wielkie zaangażowanie mieszkańców miejscowości, którzy zawsze są gotowi nieść pomoc i pracować, by stworzyć coś, co służy całej społeczności.

„Żyje wśród nas jeszcze trochę osób starszych. I chcieliśmy z tego skorzystać, zachować i sięgnąć po ich tradycję, dowiedzieć się, jak to kiedyś bywało. Nie jest sztuką zrobić pizzę, ugotować zupę, czy upiec bezę. Warto było porozmawiać z tymi starszymi osobami, żeby opowiedzieli nam, jak się jadło, jakie smaki pamiętają z lat swojego dzieciństwa i młodości” – tłumaczyła Marzena Jabłońska, prezes Stowarzyszenia Miłośników Wsi Krynickie.

Co ważne, inicjatywa skierowana była przede wszystkim do młodzieży, która bardzo pozytywnie odebrała pomysł kulinarnych spotkań. Bo młodzi ludzie uczęszczający do Wiejskiego Domu Kultury w Krynickich gotują bardzo często. Postanowiono więc ten potencjał wykorzystać.

„Mieszkam w Białymstoku, tutaj mam dziadków. Podobają mi się takie warsztaty, bo w końcu nie siedzi się w domu i nie marnuje się swojego wolnego czasu. Przepisami będę na pewno dzielił się z rodziną. Lubię pobawić się w kuchni. Mój brat jest kucharzem. I nie dość, że uczę się od niego, to jeszcze tutaj mogę się podszkolić. Tutaj placki smakują inaczej niż u babci” – powiedział Paweł Zadykowicz.

Ocalić od zapomnienia smaki i zapachy

Oprócz warsztatów kulinarnych, przeprowadzono również rozmowy z seniorami. Na koniec projektu powstanie film oraz małe wydawnictwo uzupełnione zdjęciami. Wszystko dla kolejnych pokoleń.

„Ołatki czy simborek – te dziwne nazwy warto zachować dla innych, ale też dla siebie. Kiedy panie opowiadały, jak powinno się gotować zacierki ze skwarkami i cebulą, to używały słów potocznych, których właśnie tutaj się używa, a których ja do tej pory nie znałam. Kolejny przykład to bliny, które okazały się po prostu plackami ziemniaczanymi” – wyliczała Marzena Jabłońska.

Inicjatywa „W starym kredensie naszej babci” jest realizowana w ramach projektu „Podlaskie Lokalnie” dofinansowanego ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, którego Regionalnymi Operatorami są: Fundacja OKNO NA WSCHÓD oraz fundacja Podlaski Instytut Rzeczypospolitej Suwerennej. Dotacja w wysokości 5 tysięcy złotych pozwoliła na zakup produktów spożywczych i sprzętu, który będzie służył wszystkim mieszkańcom wsi Krynickie, bo to dla nich był stworzony ten projekt.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

Udostępnij ten wpis:

  • gansa.pl – agencja interaktywna – strony internetowe
  • Lider

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o