„Lato się zaczynało, taki piękny czas. I taka straszna śmierć”

„Lato się zaczynało, taki piękny czas. I taka straszna śmierć” – napisała Helena Hermanowska, świadek tamtych tragicznych wydarzeń. Las zwany „Moskiewskim Mostem” w okolicach wsi Folwarki Małe widział wiele niewinniej przelanej krwi. 23 czerwca minęła 78. rocznica zbrodni sowieckiej popełnionej tam na mieszkańcach gmin Ciechanowiec, Brańsk, Grodzisk, Rudka i Klukowo.

Pochodzili z więzienia ciechanowieckiego i brańskiego. W momencie wybuchu wojny niemiecko- sowieckiej 22 czerwca 1941 roku najpierw zostali wyprowadzeni z więzienia w Ciechanowcu i doprowadzeni piechotą do Brańska. Tam dołączyła do nich kolejna grupa. Potem transportowano ich już furami. Nocą dowieziono do Zabłudowa. Trzymano w pobliżu kościoła, gdzie była specjalna zagroda dla więźniów. Rano wyprowadzono.

Było tam więcej osób, których los niestety do dziś nie jest znany. Nie wykluczone, że w okolicy są też inne groby, o których nikt nie wie. Więźniowie maszerowali drogą prowadzącą w kierunku Rzepnik. Trafili w okolice Folwarków Małych. Tam zaczął się nalot, powstało zamieszanie. Zapadła decyzja o ich rozstrzelaniu.

To, co się tutaj wydarzyło, to śmierć 15 osób. Niektórym udało się uciec, inni udawali martwych

Mimo upływ lat, część rodzin dopiero teraz dowiaduje się o istnieniu tego miejsca. Tak było m.in. w przypadku krewnych zamordowanego w „Moskiewskim Moście” Aleksandra Kwiatkowskiego z Brańska. Jego żona i dzieci podzielili los innych – zostali wywiezieni w tym samym dniu, bądź dzień wcześniej na Syberię. Cokolwiek wiedzieli o losach swojego męża, ojca i dziadka, wiedzieli tylko z zasłyszanych i niepotwierdzonych opowieści. Nie znali natomiast ani miejsca śmierci, ani żadnych szczegółów.

„Tak naprawdę poznałam historię swojego dziadka dzięki publikacji pana Mirosława Reczko. Wcześniej próbowałam dotrzeć do jakichkolwiek informacji, ale odsyłano nas, nie wiedziano gdzie znajduje się to miejsce. Moja mama bardzo to przeżyła. Wiedziałam, że wraz z babcią zostały wywiezione na Syberię. Obie wróciły, chociaż nadal dziwię się, że moja mama, wówczas kilkumiesięczne dziecko, w ogóle przeżyła. Wspominały, że jadły suszone buraki, że tam w ogóle nic nie było. To musiał być cud. Niestety, druga córka babci, czyli moja ciocia, już nie wróciła, tamte warunki doprowadziły ją do śmierci” – opowiada z przejęciem pani Wioletta Niemira-Ptak.

Dziadek pani Wioletty został zatrzymany, ponieważ posiadał ziemię

Wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako mechanik. Po kilku latach, kiedy zarobił już wystarczająco dużo pieniędzy, wrócił i kupił ziemię. To nie spodobało się władzy. Został potraktowany jako wrogi element.

„Nikt z rodziny nie mógł nam udzielić żadnych informacji. Dzięki temu, że zostało to tak dokładnie opisane, mogłam wczuć się w losy tych, którzy zginęli. To są tak sugestywne opisy – jak ich prowadzono, jak transportowano, jak te osoby, które przeżyły, były dobijane. Czytałam to ze łzami w oczach. Tym bardziej, że to dotyczy to bliskiego mi dziadka, którego nie znałam. Moja mam też go nie znała, bo jaki kilkumiesięczne dziecko nie mogła nic pamiętać”  – nie kryje swojego wzruszenia wnuczka zamordowanego Aleksandra Kwiatkowskiego.

Takich rodzin, jak ta jest znacznie więcej. Wiele z nich nie ma pojęcia o istnieniu tego miejsca. Są to ludzie rozproszeni, żyjący w różnych miejscach.

W 75. Rocznicę tamtych tragicznych wydarzeń na rozstaju leśnych dróg wzniesiono pomnik

Obelisk powstał dzięki środkom i wysiłkom wszystkich samorządów, z których terenów pochodzili ci, którzy tam zginęli.

„Mam nadzieję, że będziemy się tu spotykać dopóki każdemu z nas wystarczy sił. Po to, by uczcić pamięć tych, których imiona zostały tu wypisane i które, mam nadzieję, pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Ten grób nigdy już nie będzie anonimowy, bo będą tu konkretne osoby, z których każda ma swoją historię, swój opis, z których każda zostanie w pamięci  mieszkańców każdej gminy, z której pochodziła” – podkreślał Mirosław Reczko, autor publikacji „Kaźń sowiecka pod Zabłudowem. 23 czerwca 1941 roku”.”

Z 15 zabitych, na dzień dzisiejszy ustalono tożsamość wszystkich 15 osób, co do których nie ma już wątpliwości, że były ofiarami masakry 23 czerwca 1941 roku. W pobliżu granicy z wsią Folwarki Małe, zamordowani zostali:

– Stanisław Akacki, lat 38, rolnik ze Skórca gm. Ciechanowiec,

– Tomasz Godlewski, lat 43, rolnik ze wsi Czaje gm. Grodzisk,

– Hersz Kłoda, l. 36, fryzjer z Ciechanowca,

– Czesław Koc, lat 19, rolnik z Koców-Schabów gm. Ciechanowiec,

– Jan Koc, lat 31, rolnik z Koców-Piskuł gm. Ciechanowiec,

– Jan Krasowski, lat 30, rolnik ze wsi Szmurły gm. Brańsk,

– Aleksander Kwiatkowski, lat 49, rolnik z Olend gm. Brańsk,

– Bolesław Maksimczuk, lat 43, rolnik z Gródka gm. Klukowo,

– Zofia Marcinkowska, lat 19, z Ciechanowca,

– Jan Niemyjski, lat 38, rolnik z Gnatów-Soczewki gm. Klukowo,

– Ignacy Płoński, lat 56, przedsiębiorca z Brańska,

– Marian Stolarczyk, lat 50, nauczyciel z Ciechanowca,

– Józef Wierciński, lat 38, masarz z Ciechanowca,

– Stanisław Wójcik, lat 48, rakarz z kol. Ciechanowiec,

– Helena Zaziemska, lat 36, nauczycielka ze Spieszyna gm. Brańsk.

Masakrę udało się przeżyć kilku osobom: Mateuszowi Rybakowi z Ciechanowca, Piotrowi Zarębie z kolonii Klukowo, Borysowi Sokółkowowi z kolonii Ciechanowiec i Janowi Łupińskiemu z Mierzynówki.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

Udostępnij ten wpis:

  • Lider
  • gansa.pl – agencja interaktywna – strony internetowe

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o