Avissa, Amazonka, Rdest – konie sokólskie z Ciełuszek

„Niedługo na wystawę powiozę matkę, córkę, wnuczkę, prawnuczkę i praprawnuczkę – pięć sztuk, pięć pokoleń” – wylicza pan Jerzy Kondratiuk z Ciełuszek. Avissa, Amazonka, Arselina – wszystkie konie mają swoje imiona. To przede wszystkim bardzo mądrzy przyjaciele. A ich hodowla, jak podkreśla gospodarz, musi być oparta na miłości.

Dawniej na wsi niemalże każdy posiadał konia, który były podstawą funkcjonowania gospodarstwa. Był niezwykle użytecznym zwierzęciem. Wykorzystywano go do prac polowych i transportu. Zaprzęgano do wozów, sań, kieratów, pługów, bron. Wykorzystywano przy zrywce drzewa z lasu, orki, zwożenia siana czy zboża. Był bardzo ceniony, był symbolem bogactwa – nie każdego było na niego stać. Dziś konie stanowią głównie atrakcję turystyczną dla „mieszczuchów”. Dla swoich hodowców są niemalże członkami rodziny.

Zaczęło się od jednej klaczy

Pan Jerzy konie kocha właściwe od zawsze. 40 lat temu kupił jedną klacz dzięki której stopniowo powiększał swoją hodowlę. Dziś stado liczy około trzydziestu sztuk. To rasa zimnokrwista typu sokólskiego.

-„To rasa zachowawcza. Kiedyś w Sokółce było dużo takich koni, teraz jest ich coraz mniej, zanikają. Są nieduże, grube, bardzo silne i dobrze wykorzystują pokarm” – tłumaczy hodowca.

W ich żyłach płynie zimna krew

Konie sokólskie są cenione zarówno w rolnictwie, transporcie, jak i agroturystyce. Są spokojne i łatwe w zaprzęgu, dość wytrzymałe, zdolne do pracy w kłusie.

Zostały wyhodowane na terenach województwa podlaskiego, powiatu sokólskiego i jego najbliższych okolic. Ukształtowanie się tego typu jest ściśle powiązane z warunkami środowiskowymi panującymi w północno-wschodniej części Polski – ostrym klimatem i słabą jakością gleb w stosunku do innych terenów Polski.

Konie sokólskie to skrzyżowanie prymitywnego konia włościańskiego zwanego Mierzynem z końmi zimnokrwistymi. Te pierwsze, choć drobne, odznaczały się dużą siłą i wytrzymałością na zimno i głód oraz lepszym przystosowaniem do pracy w zaprzęgu niż pod siodłem. Z powodu niewielkiej masy nie mogły być wykorzystywane do transportu lub cięższych prac polowych, co wpłynęło na poszukiwanie przez rolników koni o większej masie i roślejszych w typie – zimnokrwistych.

Konie zimnokrwiste różnią się od gorącokrwistych budową ciała, masywnością i kalibrem. Większość tych zwierząt jest spokojna i opanowana. W skrócie: wykazują „zimną krew”. Są przeciwieństwem koni gorącokrwistych, które są impulsywne, bardziej energiczne i szybciej się denerwują.

Na siano i zboże wystarczy

Pan Jerzy Kondratiuk należy do osób, które darzą zwierzęta olbrzymim szacunkiem. Ich hodowli nie postrzega wyłącznie jako sposobu na biznes. Chociaż nie ukrywa, że nie jest to zajęcie całkowicie nieopłacalne.

– „To są klacze dopłatowe. Teraz dostaję 1700 zł  rocznie na każdą z nich. Kiedyś było 1500 zł dopłaty do rasy zachowawczej. Zawsze na siano i zboże mi wystarczy” – mówi gospodarz spoglądając z zadowoleniem w kierunku pola na którym wypasają się konie.

Swoje konie prezentuje na wystawach regionalnych i krajowych

-„Proszę zobaczyć, jak on teraz stoi prawidłowo, na wszystkich nogach” – oprowadza po swoim gospodarstwie pan Jerzy. – „A ta ma 84 punkty, a tam źrebaczek. To drugie źrebię od niej. W swojej hodowli mam nawet pięć pokoleń, część jest tutaj, w stajni, a część na pastwisku. Zaraz pojedziemy, to pani pokażę” – oprowadza po swoim gospodarstwie pan Jerzy.

Półki w domu gospodarza aż uginają się od pucharów i medali, a na ścianach powoli zaczyna brakować miejsca na dyplomy. Każde pomieszczenie zdradza pasję pana Jerzego. Fotografie jego podopiecznych trafiają też na strony kalendarzy.

– „W tym roku byłem z roczną Avissą od Amazonki na Ogólnopolskim Młodzieżowym Czempionacie Koni Sokólskich i w kategorii klaczek rocznych została wiceczempionką. A pod koniec czerwca na Regionalnej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Szepietowie ogier Rdest został czempionem” – opowiada rolnik z Ciełuszek.

Udział w targach to satysfakcja, prestiż i oczywiście nagrody. Powodów do dumy nie brakuje szczególnie wtedy, gdy ogier uzyskuje tytuł czempiona. Wtedy pojawia się radość, że codzienna ciężka praca nie poszła na marne, że udało się wyhodować tak dobrego konia.

Bo nie jest to zajęcie lekkie. W gospodarstwie pomaga panu Jerzemu żona. Wcześniej wspierali go również córka i syn.

-„Córka Agnieszka dostała ode mnie nietypowy posag. Było to 10 koni. Sama wybrała te, które jej się podobały. Ona też bardzo kocha konie” – uśmiecha się gospodarz.

Tylko koni żal ?

Pan Jerzy część koni sprzedaje – kupują je znajomi hodowcy. Zwierzęta trafiają również na aukcje.

– „Nie należy ich żałować. Gospodarz ma pieniądze, a nabywca ma konie. Tym bardziej, że wiem, że trafiają w dobre ręce” – argumentuje. Moje konie są w całej Polsce – w Warszawie, Lublinie, Siedlcach, Szczecin, Wrocławiu. W całej Polsce można spotkać moje konie” – opowiada Jerzy Kondratiuk.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

Udostępnij ten wpis:

  • Lider
  • gansa.pl – agencja interaktywna – strony internetowe

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o