Koziołki i byczki, czyli męski rok na Ranczu Laszki!


„Mamy męski rok, kolejny rok z rzędu” – oznajmia z uśmiechem Emilia Korolczuk. Na podwórzu co chwilę słychać urocze „nieee!” niesfornych koźląt, a na pobliskim pastwisku swoje pierwsze kroki stawiają, potrafiące stopić nawet najtwardsze serce, urocze cielęta. W wielkim skrócie: baby boom na Ranczu Laszki!

„Kozogedon”! 

W ciągu ostatnich dwóch i pół miesiąca na Ranczu wydarzył się istny „kozogedon”. Na świat przyszło ponad 50 koźląt!

„Jestem bardzo szczęśliwa. To rekordowy wynik, ponieważ w tym roku miałam najwięcej matek do wykotu i pochwalę się, że w całym sezonie nie straciliśmy ani jednego koźlątka i ani jednej matki” – zauważa właścicielka gospodarstwa.

Tyle młodych to wielka radość i wielki harmider. Sytuacja niekiedy wymyka się spod kontroli, dlatego Emilia swoje „kozie przedszkole” nazywa żartobliwie małą patologią.

„Bo tutaj każdy robi, co chce i wskakuje, gdzie chce. Po prostu trzeba to zobaczyć, żeby wiedzieć o co chodzi” – mówi rozbawiona.

Co tam trojaczki! Są i kozie czworaczki!

U kóz pieroworódek normą jest jedno do dwóch koźląt. Trojaczki oczywiście też się zdarzają, ale czworaczki to, jak mówi młoda rolniczka „wyjątkowy wyjątek”. To drugie takie wydarzenie w jej karierze.

„Czeka nas mnóstwo pracy, ale satysfakcja jest przeogromna! Ojcem został Galant Elvis! Mamy trzy koziołki i jedną kózkę” – relacjonowała kilka tygodni temu Emilia.

Dzięki staraniom rolniczki udało się odchować wszystkie kozie dzieci.

„Matka, która urodziła w tym roku czworaczki, miała lekką anemię i nie byłaby w stanie wszystkich wykarmić. Dlatego oddzieliłam od niej młode, widziały się przez ogrodzenie, więc nie było płaczu, że chcą do mamy, bo cały czas miały ze sobą kontakt. Nie miały tylko możliwości ssania matki. Podstawiałam tylko jedną kozę, żeby wyssała matkę trzy razy dziennie, a trzy koziołki z tego miotu karmiłam sztucznym mlekiem z butelki” – tłumaczy.

Wykoty w gospodarstwie trwały 2-3 tygodnie. I jak podkreśla właścicielka, to niełatwy czas dla hodowcy.

„Nie ma kiedy spać, czasem nie ma nawet kiedy zjeść. W tym roku bywały też takie sytuacje, że babcia donosiła mi herbatę i kanapki do koziarni, bo nie miałam czasu wyjść. Był poród za porodem. Zdarzyło się nawet sześć porodów w ciągu jednego poranka, więc po całej nocy wróciłam do domu dopiero po południu” – wspomina rolniczka.

Koziołki przeważnie trafiają na sprzedaż, część kóz pozostanie jednak w stadzie.

„Zostawiam sobie kilka tych kóz, które sobie upodobam. Reszta zostanie sprzedana do innych gospodarstw. W tej chwili koźlęta mają 10-11 tygodni, czyli niedługo zostaną odłączone od matek” – wyjaśnia. „Tyle młodych to ogromna radość, ale pracy jest mnóstwo. Samo nakarmienie, pościelenie, sprawdzenie, czy jest zdrowe. Trzeba bardzo uważać przy takich maluszkach i cały czas mieć się na baczności” – dodaje.

Radość i niepokój

„Kiedy patrzę na to stadko rozbrykanej patologii koziej, to czuję radość, ale i niepokój, jak je odchowam, gdzie je pomieszczę, jak je wykarmię. Może nie ma suszy, ale przydałoby się więcej pastwisk” – zaznacza. 

Synek, Amigo, Wojtuś i Konstanty

Ten rok na Ranczu Laszki upływa pod znakiem mężczyzn. I to nie tylko wśród kóz. Męski pierwiastek zdominował również stado krów. Wielki baby boom kolejny rok z rzędu rozpoczęła ich szefowa – Wiśnia.

„Jak dotąd urodziło się 6 byków i tylko 2 jałówki. Czekam jeszcze na kilka wycieleń. Z jedne strony płeć jest dla mnie bez znaczenia, bo i tak pójdą na sprzedaż, ale z drugiej wolałabym, żeby dziewczyn było więcej” – mówi nieśmiało Emilia.

Na pastwiskach należących do rolniczki z Laszek dumnie wypasają się Herefordy.

„Hereford jest to rasa, która pochodzi z hrabstwa Herefordshire z Anglii. Początki hodowli sięgają XVII wieku. Protoplastą rasy Hereford w Europie był buhaj Silver. To od niego zaczęto określać, jak ta rasa ma wyglądać fenotypowo – że mają być brązowe z białą głową. I później, w XIX wieku, rasa ta została sprowadzona do Stanów Zjednoczonych i stała się najpopularniejszą rasą bydła na świecie” – opowiada właścicielka gospodarstwa.

Charakter przede wszystkim!

Na Ranczu Herefordy zamieszkały 10 lat temu, kiedy Emilia postawiła na hodowlę bydła mięsnego.

„Wybrałam tę rasę ze względu na łatwość wcieleń i ze względu na to, że jest to rasa ekstensywna, a to oznacza, że nieźle wygląda na najsłabszych trawach. Zimą jest żywiona wyłącznie sianem, bez żadnych kiszonek i pasz treściwych. I przede wszystkim charakter. To są to cudowne, spokojne krowy. Kiedy krowa się wycieli, podchodzę, siadam na cielaka, cielak może krzyczeć, a krowa tylko podjedzie i kiedy mnie zobaczy, to wie, że nie skrzywdzę jej dziecka. To jest wspaniała rasa jeżeli chodzi o charakter” – zachwala.

Emilia, mimo kilku nowych wycieleń, nie planuje powiększać swojego stada. Ograniczeniem jest przede wszystkim areał pastwisk.

„W tej chwili 12 matek chodzi po 20 hektarach i to jest górna granica. Wystarczy im trawy maksymalnie do listopada. Na drugim pastwisku mam 4 jałówki i buhaja. Niestety, więcej nie mogę mieć, więc wszystkie nowe cielęta idą już na sprzedaż” – zapowiada.

Perypetie Emilii i jej podopiecznych można śledzić na kanale YouTube „Ranczo Laszki” oraz na fanpage’u na Facebook’u: Ranczo Laszki Emilia Korolczuk.

Emilia z Laszek i zwierzęta-film

Emilia wybrała wieś! Dziś obchodzimy Dzień Kobiet Wiejskich.

 

 

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Inspektor

Szkoda tylko, że właściciele nie szanują życia ludzkiego, wyprzedzając w miejscach zabronionych… Miłego oczekiwania na kontakt z KMP!

Partnerzy