Budowa jazu piętrzącego wodę na Narwi w rejonie Rzędzian wywołuje rosnące napięcia między lokalnymi rolnikami a Narwiańskim Parkiem Narodowym. Podczas dzisiejszej konferencji prasowej przedstawiciele środowisk rolniczych ostro krytykowali projekt i podkreślali ryzyko strat w produkcji rolnej oraz zagrożenie dla całego regionu.
Krytyka „zielonej ideologii” i władz
Konrad Krupiński z Ruchu Gospodarstw Rodzinnych ostro komentował politykę ochrony przyrody:
„Ludzie z Brukseli przyjadą, na Okęciu wylądują i pojadą na safari, tak? Tutaj po raz kolejny rolnicy spotykają się, interweniują, walczą w obronie swoich gospodarstw rodzinnych. Cała ta sytuacja trwa już parę miesięcy. Parki narodowe chcą za wszelką cenę poszerzyć swoje obszary i wyłączyć tereny rolnicze z produkcji.”
Krytykował także decyzje ministerialne:
„Dlaczego politycy zamiast wspierać rozwój rolnictwa, zalewają nasze tereny? Niech sobie zalewają park, ale nie prywatne gospodarstwa!”
Paweł Kulikowski dodał, że celem jazu jest prawdopodobnie ograniczenie działalności rolniczej w dolinie Narwi:
„Próba wybudowania progu ma na celu powiększenie parku i wyprowadzenie rolników z terenów przyległych do rzeki Narew. To nas dziwi, wszystkich rolników.”
Doświadczenia z poprzednich inwestycji
Bogdan Owczarczuk z gminy Suraż przypomniał wcześniejsze doświadczenia z podobnym progiem:
„Mieliśmy już taki stały próg, który nie zdawał egzaminu. Ryby nie mogły przechodzić na tarło, zalewał pola, podnosił wody gruntowe, a droga do Warszawy nie mogła być remontowana. Rozebranie kosztowało półtora miliona złotych, teraz budowa kolejnego 7 milionów. Po co? Chyba po to, żeby zalać łąki i wykupić je od rolników. Sami nie wiemy, po co to jest robione.”
Zagrożenie dla produkcji rolnej i jakości żywności
Antoni Sowiński wskazywał, że budowa jazu może sparaliżować produkcję paszy i mleka:
„Rolnicy stracą grunty, przestaną produkować pasze, mleko i mięso bardzo dobrej jakości. Grunty są w wyśmienitej kondycji i dają znakomitą paszę. Konsument powinien to zauważyć w jogurcie, maśle czy mięsie. To bezsensowne wydawanie pieniędzy.”
Marcin Halkow z gminy Goniądz podkreślał skutki sztucznie sterowanej wody w innych parkach:
„W zeszłym roku, mimo ogromnej suszy, rzeka Biebrza wylała. Część łąk rolno-środowiskowych nie mogła być skoszona. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakie to krzywdy wyrządza rolnikom.”
Problemy formalne i brak konsultacji
Paweł Kulikowski zwrócił uwagę na braki w procedurach:
„Dyrektor parku dostał pozwolenie na budowę bez dróg dojazdowych. Nie było konsultacji z mieszkańcami, nikt nie wiedział, że inwestycja zostanie zrealizowana.”
Konrad Krupiński podkreślał też brak wsparcia polityków i lokalnych władz:
„Podejście polityków, że nie stoją murem za mieszkańcami, którzy płacą podatki – dziwi mnie. Rolnicy inwestują w gospodarstwa i produkcję, a ktoś na siłę zalewa ich łąki.”
Finansowe i społeczne konsekwencje
Rolnicy krytykowali koszty inwestycji w kontekście rosnących wydatków produkcyjnych:
„7 milionów na jaz, a koszt nawozów, paliwa i utrzymania gospodarstw jest ogromny. Na leczenie dzieci nie ma, a na zalewanie terenów i powiększanie parków pieniądze się znajdują. To jest lekka hipokryzja” – mówił Krupiński.
Apel o dialog
Rolnicy podkreślali, że nie sprzeciwiają się ochronie przyrody, ale chcą, by odbywała się ona w porozumieniu z lokalną społecznością:
„Nie jesteśmy przeciwni parkom narodowym, ale nie może się to odbywać kosztem ludzi, którzy tu żyją, inwestują i pracują. Chcemy produkować zdrową polską żywność i zachować nasze gospodarstwa” – podsumował Kulikowski.
Array
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl











