Białystok. „Cichy” protest hodowców psów przeciwko „Piątce dla zwierząt”

Emocje wokół uchwalonej niedawno „Piątki dla zwierząt” nie opadają. Najgorętszym punktem nowej ustawy jest zakaz hodowli zwierząt futerkowych oraz ograniczenia w uboju rytualnym. Te zapisy wywołały falę protestów rolników w całej Polsce. Teraz przyszedł czas na hodowców psów i kotów.

W nowelizacji ustawy znalazł się też szereg innych zapisów, które mają poprawić warunki życia zwierząt w naszym kraju – to m.in. zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach oraz trzymania istot domowych na stałej uwięzi.

Po protestach rolników przyszedł czas na protesty hodowców rasowych psów rasowych i kotów

Ustawa wprowadza nową definicję rasowego psa i kota. Definicja podana w „Piątce dla zwierząt” za rasowe uznaje tylko psy z kręgu jedynej organizacji wymienionej w nowelizacji. Oznacza to, że rodowody będą wydawane tylko przez Polski Związek Kynologiczny lub międzynarodową organizację, do której ten związek należy. Ma to zapobiec patologii ich hodowli.

Po zmianach w ustawie może okazać się, że właściciele „rasowych” psów posiadają zwykłe kundelki. To budzi sprzeciw hodowców. Po falach protestów rolników, to właśnie oni postanowili pokazać swoje niezadowolenie. W niedzielę w całej Polsce, w różnych miastach, spotkali się, by manifestować swoje niezadowolenia. „Cichy” protest, który przybrał formę spaceru z psami, odbył się również w Białymstoku.

Chcemy przejść z parku na Rynek Kościuszki i pokazać ludziom, którzy też niejednokrotnie nie rozumieją tej ustawy, że nie są to psy zamęczone, trzymane w klatkach. Chcemy pochwalić się naszymi podopiecznymi, naszymi osiągnięciami w ich rozwoju. Chcemy pokazać, jak są socjalizowane i jak wyglądają. Po prostu przybliżyć ludziom te psy – mówiła tuż przed niedzielną akcją pani Beata.

Właściciele hodowli nie kryli dziś swojego niezadowolenia

Definicja psa rasowego w „Piątce dla zwierząt” spowoduje, że zwierzęta niezarejestrowane w Związku Kynologicznym w Polsce, posiadające certyfikaty rasy z innych organizacji, nie będą uznawane za rasowe, ale za kundelki.

Nasze psy nie są gorsze od psów należących do Związku Kynologicznego. Tak samo o nie dbamy, tak samo ponosimy koszty. Hodowle są tak samo pod nadzorem powiatowych lekarzy weterynarii, Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i w niczym nie czuję się gorsza od Związku Kynologicznego. A ta ustawa uderza nie tylko w nas, hodowców. Uderza też w sklepy zoologiczne, w producentów karm, smyczy, treserów, weterynarzy – wyliczała pani Ewa.

Za rasowe będą uznawane te psy, które są w Związku Kynologicznym z pokolenia na pokolenie. Przykładowo, mam teraz psy sprowadzone z Rosji, z metrykami Związku Kynologicznego, których nie zamierzam wystawiać i rejestrować w Związku Kynologicznym. Chcę je zarejestrować w stowarzyszeniu, czyi tam, gdzie mam hodowlę. Przyjechały do mnie jako nowa krew i tak robi wielu hodowców – sprowadzają nowe psy, również ze Związku Kynologicznego i przerejestrowują je, ponieważ chcą mieć psy rasowe ale nie chcą uczestniczyć w wystawach, nie chcą być członkami Związku. Niejednokrotnie członkowie Związku przepisują się do stowarzyszeń, bo coś im nie pasuje, bo jest to instytucja już skostniała. Nie ma żadnych odstępstw od standardów. Wszystko jest według utartych schematów, wiele ras jest nieakceptowanych – wyjaśniała pani Beata.

Jestem hodowcą i przy pełnym wejściu tej ustawy w życie nie będę już mógł w ogóle hodować psów. Są tam podpunkty, które mówią o tym, że na przykład suczka hodowlana będzie musiała mieć pięć pokoleń wpisanych w dokumentach, moja ma trzy. Niczym się nie różni od reszty psów, ale nie będzie już podlegała temu prawu. I jeżeli to wjedzie w życie, będą musiał zamknąć hodowlę, ponieważ nie będę mógł legalnie jej prowadzić. Suczka oczywiści zostanie ze mną, bo jest moim ukochanym psem, ale nie będzie mogła mieć już więcej dzieci – podzielił się swoimi obawami Piotr.

Ta ustawa bardzo dotyka moją hodowlę, ponieważ jest nieduża. Mam tylko kilka suczek, które mieszkają z nami w domu, śpią nawet z nami w łóżku i nie zgadzam się na to. Raz do roku, czy raz na dwa lata mogę sobie dopuścić i sprzedać.  Szczeniaczki są zawsze wychowywane w domu, w bardzo dobrych warunkach, poświęcam im bardzo dużo czasu. Nigdy nie zdarzyło się, żeby ktoś z kupujących był niezadowolony. Szczeniaczki są zawsze czyściutkie i wypieszczone. Powinny być ewentualnie większe kontrole hodowców, żeby sprawdzić warunki – jak i gdzie ktoś trzyma zwierzęta. I wtedy byłoby wiadomo, kto się dobrze zajmuje zwierzętami, a kto nie – zauważa pani Teresa.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że te hodowle będą zamknięte. Co mielibyśmy zrobić z tymi psami? Nie sądzę, że wszyscy hodowcy, którzy mają kilka, czy nawet kilkadziesiąt psów, będą w stanie utrzymać te psy bez szczeniąt. W hodowlach mamy psy stare, psy po sterylizacji, psy już niehodowlane, które u nas dożywają starości. Wiadomo, one potrzebują opieki i nakładów finansowych. Co zrobić z tak dużą populacją psów, które będą niehodowlane? Nie wiem. To jest przerażające – podkreślała pani Beata.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy