Jarmark Kaziukowy w Białymstoku.

Jarmark Kaziukowy w Białymstoku. Tradycja, która przyciąga

 

Ręcznie robione kosze, misternie zdobione pisanki, ceramika z Podlasia czy tradycyjne miody pitne – tak wyglądał tegoroczny Jarmark Kaziukowy w Białymstoku. W dniach 14–15 marca centrum miasta ponownie wypełniło się stoiskami twórców ludowych i rzemieślników. 

Jarmark Kaziukowy od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wiosennych wydarzeń w Białymstoku. Nawiązuje do wileńskiej tradycji święta ku czci św. Kazimierza i gromadzi rzemieślników, twórców ludowych oraz producentów regionalnych przysmaków.

W tym roku stoiska pojawiły się w centrum miasta w weekend 14–15 marca. Pogoda sprzyjała spacerom, a alejki między kramami wypełniły się mieszkańcami i turystami.

– Kontakt z ludźmi to jest bardzo ważne. Jeśli jest taka możliwość i okazja, to człowiek przyjeżdża na jarmark – mówi Stanisław, który od lat zajmuje się wyplataniem koszy z wikliny. Na jego stoisku można było znaleźć zarówno małe koszyczki do święcenia pokarmów, jak i większe kosze na zakupy, czy meble wiklinowe. – To jest materiał naturalny, a ludzie kupują to, co jest potrzebne o  danej porze roku. Na wiosnę i przed świętami inaczej, latem inaczej – dodaje.

Rękodzieło, które powstaje godzinami

Na jarmarku nie brakowało tradycyjnych ozdób wielkanocnych. Duże zainteresowanie wzbudzały m.in. zdobione jaja strusie.

– Są drapane, z różnymi wzorami – kwiatami, czy zwierzętami. Jedno robię, a już myślę, co będzie na następnym – opowiada Elżbieta Kowalewska. Jak podkreśla, początki nie były łatwe. – Kiedy zaczynałam, nie było Internetu, żeby sprawdzić jak to zrobić. Do wszystkiego dochodziłam sama, krok po kroku.

Podobnie czasochłonna jest praca przy ażurowych pisankach. Danuta Gryżenia wycina wzory przy pomocy bardzo cienkich wierteł.

– To jest misterna, precyzyjna praca. Najpierw rozrysowuje się wzór, potem go rzeźbi, czyści wnętrze jajka i dopiero na końcu można lakierować. To wiele godzin pracy – tłumaczy.

Ginące zawody i tradycje

Na jarmarku pojawili się także twórcy kontynuujący dawne rzemiosła. Jednym z nich jest Paweł Piechowski z Czarnej Wsi Kościelnej, który zajmuje się tradycyjną ceramiką.

– Czasami ludzie pytają, czy to jest robione maszynowo, bo nie wierzą, że naczynie można zrobić ręcznie i każde jest podobne – mówi. – A to bardzo duża sztuka.

Jak dodaje, kiedyś na jarmarku było więcej rzemieślników z regionu.

– Było więcej rękodzieła i mistrzów ginących zawodów z Podlasia. Pamiętam tkaczki, kowali… – wspomina.

Wielkanocne tradycje

Wśród stoisk nie brakowało także lipskich pisanek.

– Kiedyś farby robiło się samemu. Zbieraliśmy korę z olszyny, gotowało się ją z różnymi dodatkami i powstawała czarna farba – opowiada Alina Molska. – Dziś są różne kolory i wzory, ale dawniej wszystko było czarne.

Twórczyni zwraca też uwagę, że młodsze pokolenie rzadko chce uczyć się tej sztuki.

– Starsi jeszcze to robią i lubią, ale młodzi nie bardzo chcą się tego uczyć – dodaje.

Dawne receptury miodów pitnych

Na jednym ze stoisk można było spróbować tradycyjnych miodów pitnych przygotowywanych według dawnych receptur.

– Trójniak oznacza, że jedna trzecia to miód, a dwie trzecie woda. Fermentacja trwa minimum dwa lata – tłumaczy Krzysztof, który wraz z grupą rekonstrukcji historycznej odtwarza dawne sposoby produkcji trunku. – Naszą misją jest odbudowanie kultury picia jakościowych miodów pitnych w Polsce.

Tłumy zwiedzających, ale…

Choć przez jarmark przewijało się wielu spacerowiczów, nie wszyscy wystawcy byli zadowoleni ze sprzedaży.

– Tłumy ludzi są, ale kupujących niewielu – przyznaje Danuta Gryżenia. – Myślę, że to kwestia obecnej sytuacji i oszczędności.

Część wystawców zwraca też uwagę na wysokie koszty udziału w wydarzeniu. Jak mówią, opłata za stoisko sięga około 500 zł, co dla rękodzielników bywa dużym obciążeniem.

– To kosmiczna cena dla twórcy ludowego – mówi pani Alina. – Dlatego wielu rzemieślników z Podlasia już nie przyjeżdża.

Mimo wszystko Jarmark Kaziukowy nadal przyciąga mieszkańców i turystów, którzy mogą zobaczyć z bliska tradycyjne rzemiosło i porozmawiać z jego twórcami. Dla wielu z nich to właśnie bezpośredni kontakt z ludźmi jest największą wartością tego wydarzenia.

 

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy