Podlaski Produkt Lokalny. Z kwiatem na talerzu

Podlaski Produkt Lokalny. Z kwiatem na talerzu

Chrupiąca miniłodyżka rzodkiewki, pikantne liście nasturcji, jędrny minisłonecznik o intensywnym posmaku pestek a wreszcie kolorowe kwiaty bratków czy fuksji – to propozycja kulinarna państwa Zimończyków. Od 2017 r. gospodarują w Ciwoniukach (gm. Michałowo), jako „Słoneczna Osada Zimończyków”, gdzie przez cały rok uprawiają jadalne kwiaty i tzw. mikroliście.

Początek zimy w Ciwoniukach nie jest zbyt urokliwy. Szaro, dżdżysto i ponuro. Dookoła gospodarstwa Kamilli i Marcina Zimończyków same pola, las, drzewa już bez liści. Koloru brak. Jednak, gdy pan Marcin otwiera nam drzwi od niewielkiego, białego kontenera, uderza nas światło i barwy świeżych kwiatów. Żółte, niebieskie, pomarańczowe bratki, różowa fuksja i goździk wygrzewają się pod lampami. W sąsiednim pomieszczeniu w fioletowym świetle idzie w górę rzodkiewka, obok słonecznik, por, groszek, szczawik.

– To tzw. microgreens, zwane przez wielu kiełkami, ale różnią się od nich – wyjaśnia pan Marcin. – Uprawiam je przez cały rok, tyle że latem są w tunelach na zewnątrz, a zimą w pomieszczeniu. Potrzebują stałej temperatury i sporo światła, dlatego dogrzewam je i doświetlam.

Elektryk w uprawach

Państwo Zimończykowie: Kamilla i Marcin zamieszkali w Ciwoniukach w 2017 r. Wcześniej przez wiele lat zajmowali się gotowaniem, prowadzili kuchnie w ośrodkach jogowych, organizowali warsztaty kuchni wegańskiej i wegetariańskiej. Przez kilka lat mieszkali na Podkarpaciu, skąd wyruszali na kulinarne zlecenia. Ciągle w drodze.

– Dlatego postanowiliśmy to zostawić, znaleźć sobie miejsce, by być razem, z dziećmi, w spokoju, pod lasem – opowiada pan Marcin a pani Kamilla dodaje. – I przyjechaliśmy na Podlasie. Jak zobaczyłam dom, stodołę, to wiedziałam, że chce tu być.

I choć życie zweryfikowało im nieco plany, bo początkowo myśleli o przekształceniu starych budynków w agroturystykę, odnaleźli się w Podlaskiem dzięki kwiatom i listkom.

– Kolega, który jeszcze kilka lat temu był jedynym w Polsce uprawiającym microgreens i kwiaty jadalne, namówił mnie do tego – wyjaśnia pan Marcin. – Wychowałem się na wsi więc praca w gospodarstwie nie była mi obca.  Z zawodu jestem elektrykiem, ale kiedy się tu sprowadziliśmy, skończyłem dodatkowo kurs kwalifikacyjny technika rolnego, aby pogłębić swoją wiedzę.

Dziś panu Marcinowi przydaje się także wiedza elektryczna. Sam skonstruował niektóre lampy dogrzewające rośliny. – Oryginalne ze Stanów, gdzie te uprawy są bardzo popularne,  kosztują mnóstwo pieniędzy, ale moje też świetnie sobie radzą – opowiada i oprowadza nas po kontenerze i pomieszczeniach, gdzie w skrzynkach rosną rozmaite jadalne kwiaty, liście i mikrowarzywa.

Nasiona z certyfikatem

 

Microgreens, czyli  po polsku mikroliście bądź mikrowarzywa, to bardzo młode rośliny, siewki z liścieniami lub z pierwszym liściem właściwym. To forma pośrednia pomiędzy kiełkami, a warzywami pełnych rozmiarów. W odróżnieniu od kiełków są uprawiane na podłożu, specjalnym substracie do roślin.

– Kiełki można wyhodować nawet na jakiejś wacie, mikroliście i kwiaty wymagają już podłoża, a przede wszystkim odpowiednich nasion – wyjaśnia pan Marcin. – My kupujemy nasiona specjalistyczne, wyselekcjonowane, z certyfikatem. Nie zawierają GMO, pestycydów, są przebadane.

Uprawa mikrowarzyw to praca na siedem dni w tygodniu. Aby były chrupkie, jędrne i cieszyły oko, trzeba pamiętać o ich podlewaniu, dbać o temperaturę w pomieszczeniu i odpowiednią ilość światła.

– Lubią + 20,25 stopni ciepła w fazie wzrostu. Latem w tunelach bywa dużo więcej, więc wtedy muszę schładzać. Zimą, kiedy na zewnątrz dochodzi do ponad -20 stopni, muszę grzać – opowiada pan Marcin. – Nie mogę ich zostawić, bo przerosną, zgniją, będą do wyrzucenia.

Jeśli chciałbym wyjechać na urlop, np. na dwa tygodnie, to po nim kolejne dwa tygodnie musiałbym przeznaczyć na doprowadzenie upraw do stanu wyjściowego. A klient nie będzie miesiąc czekał.

Mikropigułka z witaminami

Głównymi odbiorcami mikrowarzyw państwa Zimończyków są restauracje i hurtownie je zaopatrujące.

– Pracujemy z kilkoma miejscami w Białymstoku, w Supraślu. Dzięki hurtowniom nasze rośliny trafiają na stoły klientów w Łodzi, Bydgoszczy, Wrocławiu, Kielcach a nawet w Zakopanem – wymienia pani Kamilla.

Wybuch pandemii i związane z nią ograniczenia dla branży gastronomicznej spowodowały, że roślinami państwa Zimończyków zaczęli interesować się klienci indywidualni.

– Pewnie, że to nas cieszy. Nowy klient, nowy zbyt, poza tym naprawdę warto jeść mikrorośliny – zachęca pan Marcin.

– Pół kilo rzodkiewki, czy brokuła trudno zjeść naraz, a opakowanie naszych mikroliści zawiera tyle samo wartości odżywczych! To skoncentrowana pigułka witamin i minerałów.

Świetna na budowanie odporności, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne – podkreśla pan Marcin.

 

 Array

Red. OKO

Fot. fot.: arch. prywatne Państwa Zimończyków i UMWP

Urszula Arter, Podlaskie Centrum Produktu Lokalnego UMWP

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy