W domu Agnieszki i Jarosława Rogalskich przygotowania do świąt wielkanocnych trwają pełną parą. Jest gwarno, rodzinnie i bardzo swojsko – dokładnie tak, jak powinno być przed świętami. W kuchni unosi się zapach, pieczonych ciast i gotujących się jajek, a między garnkami i stołem przewijają się dzieci, zwierzęta i… dobre humory.
Jajka z cebulnika – tradycja przede wszystkim
Centralnym punktem przygotowań jest farbowanie jajek w cebulowych łupinach, czyli tzw. cebulniku. To metoda znana od pokoleń, dająca naturalne, niepowtarzalne wzory.
– „Ja to kultywuję taką tradycję jak farbowanie jajek. Jak przyszłam do Jarka, to tu już tego nie robili. Wprowadziłam to na nowo” – opowiada Agnieszka Rogalska, z energią przygotowując kolejne pisanki.
Najpierw jajka są moczone, by łupiny cebuli lepiej się do nich przyczepiły. Następnie owija się je w materiał – może to być stara bluzka, rajstopy czy ścierka – i gotuje w wywarze z cebuli.
– „Najlepszy cebulnik jest z takiej cebuli rodzinnej, że sadzisz jedną, a wyrasta kilka. Ona daje najładniejszy kolor” – tłumaczy Agnieszka.
Efekty? Każde jajko inne, każde wyjątkowe.
– „To jest petarda! One są takie ładne wtedy” – dodaje z uśmiechem.
Co ważne, jak podkreśla gospodyni, jajka farbowane w ten sposób nie brudzą rąk po ugotowaniu. Dla efektu można je jeszcze delikatnie natrzeć olejem, by nabrały połysku.
Dom pełen życia
W przygotowaniach uczestniczy cała rodzina – dzieci mąż pomagają przy obieraniu cebuli i zawijaniu jajek, a w tle przewijają się psy i kot Garfield.
Atmosfera jest ciepła i pełna śmiechu. Nawet codzienne czynności stają się okazją do wspólnego spędzania czasu.
Ciasta, które robi się „na oko”
Oprócz pisanek, w domu Rogalskich powstają także świąteczne wypieki. Jednym z nich jest tradycyjny „Marcinek” – wielowarstwowe ciasto przełożone kremem.
– „Ja nie jestem żadną profesjonalistką, bardziej amatorsko robię. Ale chyba efekt końcowy i smak się liczy” – mówi Agnieszka.
Jak sama przyznaje, woli jeść niż piec, ale efekt końcowy mówi sam za siebie.
– „Nie znam osoby, której Marcinek by nie smakował” – dodaje.
Nie brakuje też innych słodkości – ptysiów, bezy czy wielkanocnych babek. Choć, jak żartuje gospodyni, krem czasem „znika” jeszcze przed świętami.
– „Po tych świętach nie zdążę odpocząć, a już jedziemy do teścia na kolejne” – śmieje się Jarosław.
Rodzina ze strony Agnieszki pielęgnuje także mniej znane zwyczaje, jak odwiedzanie cmentarza tydzień po Wielkanocy i dzielenie się jajkiem ze zmarłymi.
– „Taka tradycja u nas jest. Nosi się jajka na groby, dzieli się nimi symbolicznie” – wyjaśnia.
Najważniejsze – być razem
Choć przygotowania bywają intensywne i pełne chaosu, dla Rogalskich najważniejsze jest jedno – wspólne spędzanie czasu.
Między garnkami, jajkami i ciastami kryje się coś więcej niż tylko świąteczna krzątanina. To rodzinne chwile, śmiech dzieci i tradycje przekazywane dalej.
Na koniec Agnieszka, z uśmiechem i zmęczeniem, mówi krótko:
– Wesołych Świąt, kochani. – kończą Agnieszka i Jarosław Rogalscy.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl













