Życie 36-letniej ciężarnej pacjentki, która trafiła do szpitala z zatorowością płucną uratował wielodyscyplinarny zespół specjalistów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Dziecko kobiety przebywa na oddziale intensywnej terapii noworodka.
Zespół medyków z USK ocenił w środę na konferencji prasowej, że przypadek, z którym mieli do czynienia był niezwykle rzadki, trudny, wręcz skrajny jeśli chodzi o medycynę ratunkową.
W ratowaniu pani Justyny, która była w 36. tygodniu ciąży wzięło łącznie udział ok. 70 różnych specjalistów i personelu szpitala USK: perinatologów, neonatologów, położników, kardiologów, kardiochirurgów, anestezjologów, diagnostów laboratoryjnych, służb organizujących krew, pielęgniarek, całego SOR. Pacjentka podziękowała w środę wszystkim za uratowanie jej życia.
Kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR), jednocześnie wicedyrektor szpitala USK ds. lecznictwa dr hab. Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz powiedziała, że przypadek tej pacjentki na długo zostanie w pamięci personelu medycznego szpitala, bo był rzadkim i niezwykle trudnym, a sytuację określiła jako skrajną, najbardziej krytyczną z sytuacji, które można sobie wyobrazić w medycynie ratunkowej i w medycynie w ogóle.
36-letnia pani Justyna z Białegostoku będąc w 36-tygodniu ciąży, trafiła na SOR USK 11 marca. Przywiozła ją tam karetka pogotowia, którą wezwał w domu mąż, bo kobieta nie mogła oddychać, miała silną duszność. Po przyjęciu jej na SOR doszło do zatrzymania krążenia. Przez półtorej godziny na SOR trwała jej resuscytacja, ale od razu – zgodnie z wytycznymi – rozpoczęto tzw. ratunkowe cesarskie cięcie, by – skoro jest zatrzymanie krążenia u matki – ratować dziecko – wyjaśniła Wojewódzka-Żelezniakowicz.
Lekarze podejrzewali, że przyczyną stanu zdrowia pacjentki może być zatorowość płucna, co potwierdziły późniejsze badania.
Kobieta nie chorowała na to wcześniej. Ze względu na to, że była w ciąży, lekarze nie mogli zastosować tradycyjnego leczenia tej zatorowości.
Cesarkę przeprowadzono w trakcie resuscytacji pacjentki, która była podłączona do respiratora. Płód również był resuscytowany przez zespół neonatologiczny. Kierownik SOR powiedziała, że w trakcie resuscytacji pacjentki, czynność serca powracała, znów następowało zatrzymanie krążenia. Panią Justynę podłączono do ECMO (sztucznego płuco-serca), by podtrzymać jej czynności życiowe. Trafiła na oddział intensywnej terapii, z powodu krwawienia lekarze musieli wykonać reoperację, znów doszło do zatrzymania krążenia. Gdy przywrócono jej czynności życiowe, a stan się ustabilizował, wykonano badania obrazowe, które potwierdziły zatorowość płucną. Duża skrzeplina zablokowała główną tętnicę doprowadzającą krew do płuc.
Spowodowało to niewydolność serca, zatrzymanie krążenia.
Kardiochirurdzy, metodą małoinwazyjną, czyli bez klasycznego rozcinania klatki piersiowej, przeprowadzili operację usunięcia tej skrzepliny. Gdy stan pacjentki się ustabilizował, była już przytomna, przewieziono ją do kliniki kardiologii.
– Nasz zespół bardzo przeżył to zdarzenie. Jesteśmy przyzwyczajeni do stanów zagrożenia życia, do pacjentów w ciężkim stanie, natomiast ta walka była bardzo heroiczna. Dzielna pacjentka, która miała ogromną wolę życia i zespół, który się nie poddawał, nie zrezygnował z czynności. Właściwie wykorzystaliśmy wszystkie techniki, wszystkie nowoczesne metody leczenia, które są dostępne w naszym szpitalu – podkreśliła dr hab. Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz. Dodała, że można mówić o sukcesie, bo uratowano pacjentkę, a lekarzom daje to szczęście i satysfakcję.
Pani Justyna podziękowała wszystkim za uratowanie jej życia, podkreśliła, że każda z osób, które w tym uczestniczyły stoczyły walkę o to życie. – Nie wiem jak się dziękuje za życie (…) ale ja po prostu mam już drugie urodziny – dodała.
Kardiolog, prof. Karol Kamiński powiedział, że zatorowość płuca jest jedną z najczęstszych przyczyn nagłego zgonu w Polsce.
– Jest to choroba, która może przebiegać pod bardzo różnymi postaciami, z bardzo różnym nasileniem, ale zawsze jest zagrożeniem – powiedział Kamiński. Dodał, że przypadek pani Justyny jest sytuacją rzadką. – Aczkolwiek ostatni okres ciąży oraz okres połogu (…) są okresem wysokiego ryzyka. Jeżeli u młodej kobiety zdarza się zatorowość płucna, często jest ona związana właśnie z ciążą lub porodem – wyjaśnił Kamiński.
Prof. Kamiński tłumaczył, że zakrzep może powstawać w kończynach dolnych lub miednicy mniejszej wskutek zaburzeń krążenia, problemów wrodzonych lub nabytych. Zakrzep wraz z krwią trafia do serca i do tętnicy płucnej i krew nie może dalej dotrzeć do płuc. Podkreślił, że u ratowanej pacjentki miało to ciążki przebieg, będzie ona dalej leczona. (PAP)
Red. OKO
Fot. USK
PAP




