Życie jest piękne! Historia Tadeusza Grabowskiego z Wizny

Urodził się w 1921 roku w Wiźnie. Zawsze pogodny, uśmiechnięty, chociaż wiedzie trudne i samotne życie. Pisze wiersze, ale też komponuje do nich muzykę. Tadeusz Grabowski. Lutnik amator, blisko stuletni twórca skrzypiec i mandolin.

Chociaż wychował się na wsi, nigdy nie ciągnęło go do zajęć typowo rolniczych. Uchodził wręcz za leniucha. Był marzycielem, do tego nieśmiałym. Chciał zrobić coś dla ojczyzny, dla Polski. Mimo, że interesowało go wiele kwestii, w szkole prymusem nie był.  Dusza artysty odezwała się w nim już w latach dzieciństwa. Nigdy nie założył rodziny. Wiedzie skromne życie na kolonii wsi Wizna. I mimo słusznego wieku, radzi sobie nienajgorzej.

Cudem ocalał

Pochodzi z licznej rodziny. W czasach okupacji, wraz z braćmi i znajomymi, został zmuszony przez Niemców do kopania rowów przeciwczołgowych w okolicy Wizny.

„Kiedy człowiek jest wolny, to pracuje z chęcią. Ale jak jest się niewolnikiem, to szuka się okazji, żeby uciec” – wspomina pan Tadeusz.

I kilku starszych mężczyzn uciekło. Ci którzy zostali, w tym  młody Tadeusz, cudem uniknęli śmierci. Żołnierz z zemsty skierował w ich stronę swoją broń. Jeden ze współtowarzyszy niedoli, znający język niemiecki, wytłumaczył oprawcy, że przecież nie są winni zachowania pozostałych. Dzięki temu ocaleli.

Nocowali we wsi Srebrowo. Pewnego razu wartę pełnił młody żołnierz, który zwyczajnie usnął. I wtedy udało się im uciec. Idąc przed siebie, w okolicach Kramkowa, pan Tadeusz napotkał pracujące przy żniwach kobiety. Od strony „gościńca” nadjeżdżali jednak Niemcy… Kobiety schowały się w snopach zboża, młody i wystraszony chłopak padł twarzą w rosnący owies.

„Matko Najświętsza, jeżeli mnie znajdą, to zamordują. Przyczyń się za mną, żebym nie został zamordowany” –  modlił się w duchu do Matki Boskiej.

Nagle usłyszał lament i krzyki. Niemcy znaleźli kilka kobiet, bili je i znęcali się nad nimi. W głowie Tadeusza Grabowskiego przewijała się najgorsza myśl – że jego również za chwilę znajdą. Nie znaleźli… Znów cudem uszedł z życiem.

Kocha prawdziwą Polskę

Jego przygoda z poezją rozpoczęła się jeszcze przed wojną, kiedy był uczniem szkoły podstawowej. Niestety tych trudnych czasów nie przetrwały żadne utwory. Musiał zaczynać wszystko od początku.

Tadeusz Grabowski jest człowiekiem silnie doświadczonym i bardzo religijnym. W 2010 roku twórczość poety z Wizny została zebrana w tomik poezji „Polsko, Moja Ojczyzno”. Na stronach publikacji znalazło się 50 patriotycznych wierszy i pieśni. To dzieła bardzo osobiste, stanowiące odpowiedź autora na aktualne wydarzenia społeczne i polityczne. Stanowią jednak niewielki ułamek bogatej twórczości artysty.

Życie jest piękne

Pierwszą piosenką, jaką napisał, była ta pod nazwą „Życie jest piękne”.

„Nadchodziła burza, a ja byłem taki zadowolony i myślałem, że trzeba by coś stworzyć, coś napisać” – wspomina.

Później do tekstu dobrał melodię, na wzór pieśni ludowej. Instrumentem, który towarzyszy mu podczas śpiewu, jest mandolina. Muzyk z Wizny chciałby, aby głos służył mu jak najdłużej. I jak sam podkreśla, żeby być dobrym, trzeba dużo i często ćwiczyć.

„A jak zaproszą mnie na imprezę, to lubię ćwiczyć. Gdyby ktoś to podejrzał, to pomyślałby, że zwariowałem. Ale każdy człowiek coś w życiu lubi!” – wyjaśnia.

Jest lutnikiem samoukiem. Jego mistrzem jest Stradivarius

Pierwsze skrzypce wykonał jeszcze przed wojną, kiedy był w piątej klasie szkoły podstawowej. Na większą skalę zaczął działać po wojnie. Wtedy nie tak łatwo było kupić instrumenty muzyczne. Nie było tylu sklepów. Po okolicy rozniosła się wieść, że pan Tadeusz wykonuje skrzypce i mandoliny. I tak od czasu do czasu udawało mu się sprzedać jakiś instrument. Muzycy musieli przecież na czymś grać.

„Czasami spotykam kogoś i słyszę, że pan dla mnie zrobił skrzypce, albo mandolinę” – uśmiecha się lutnik z Wizny.

I robi je do dziś, domowym sposobem. Mieszka w otoczeniu lasu i to tam osobiście wyszukuje najlepszego drewna. To praca ciężka, ale warta wykonania dobrego instrumentu.

„Wierzch instrumentów wykonuje się z drzewa iglastego. Od tego wierzchu zależy dźwięk. Musi to być drzewo iglaste o gęstych i równych słojach. Najlepiej, jak pochodzi z Puszczy Białowieskiej”- wyjaśnia.

Nie znosi bezczynności

Chociaż muzyka i instrumenty towarzyszą mu od najmłodszych lat, to na prawdziwej scenie pojawił się dopiero w 2016 roku.  I nie jest gwiazdą wyłącznie małych festynów i festiwali. Pan Tadeusz wystąpił m.in. podczas słynnego festiwalu Wszystkie Mazurki Świata, który odbył się w Warszawie.

„Moja gwiazdka zabłysła w takim sensie, że moja praca kulturalna ujrzała światło dzienne, że ludzie chcą słuchać mnie, samouka, takiego zwykłego człowieka.  Cieszę się, że mogę pośpiewać, pograć, zarecytować wiersz. Z życia trzeba być zadowolonym” – nie kryje swojej radości pan Tadeusz Grabowski.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Facebook/ZSMiO w Łomży/historialomzy.pl

Udostępnij ten wpis:

  • gansa.pl – agencja interaktywna – strony internetowe
  • Lider

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o