Mieszkańcy Bondar przygotowują się do świątecznego kolędowania

Bożonarodzeniowe kolędowanie. Ma bardzo starą tradycję i uniwersalny charakter – chodzi w nim o przekazanie daru. To dar nietypowy, bo dar słowa. Kolędnicy w radosnym orszaku przychodząc do wsi składali życzenia poszczególnym gospodarzom i życzyli im wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zdrowia i powodzenia w gospodarowaniu. Nasi przodkowie wierzyli bowiem, że wypowiedziane słowa mają niezwykłą moc.

Swój wkład w podtrzymanie tradycji bożonarodzeniowego kolędowania ma społeczność Bondar, która na początku grudnia zmobilizowała zarówno starszych, jak i młodszych do odnowienia starych gwiazd kolędniczych.

Musimy każdy bok ramienia gwiazdy obkleić pomponami z kolorowej bibuły. Na dodatek gwiazda będzie ozdobiona – już robiliśmy pierwsze próby – naszą tradycyjną podlaską wycinanką z okolic Bondar i gminy Michałowo. Oczywiście, jak zrobimy te gwiazdę, to pójdziemy kolędować. U nas jest bardzo fajnie, bo mamy podwójne święta. Zaczynamy 24 grudnia a kończymy 2 tycznia. Boże Narodzenie, Sylwester, Trzech króli – wszystko świętujemy podwójnie. Oby było tylko zdrowie i spokój – mówi Helena Rejent.

Kiedyś u nas, we wsi Łuka, to chłopcy tym się zajmowali. Kiedy tylko zaczynał się adwent, to przystępowali do robienia gwiazdy i kleili ją aż do świąt. Podczas świąt z gwiazdą kolędowali wszyscy – dzieci, starsi i młodzież. Wszyscy razem śpiewali – wspomina pani Eugenia Kondracka.

Przynosim ze sobą dobrą nowinę

Kolędnicy zbliżając się do zagrody śpiewali kolędę, by dać znak gospodarzom, że nadchodzą. Najczęściej domownicy z chęcią wysłuchiwali śpiewów i życzeń. Wierzono, że życzenia wypowiadane przez kolędników mają wielką moc sprawczą. W zamian za wizytę gospodarze obdarowywali kolędników darami w postaci żywności – ciasta, wędlin, a w późniejszych latach, pieniędzmi.

Łuka była bardzo duża, było 126 domów, więc trzeba było długo chodzić. Zawsze udawało nam się zarobić dużo pieniędzy, dostawaliśmy kiełbasę, ciasta i na koniec robiliśmy zabawę. To były fajne czasy. Ludzie przyjmowali nas chętnie, chociaż byli biedni. Było skromnie niż dziś, ale ludzie byli uprzejmi, mili. Teraz często zamykają domy, żeby nikt nie przychodził – zauważa pani Eugenia Kondracka

– Pochodzę ze wsi Kapitańszczyzna w gminie Narewka. Pamiętam, że w młodości również chodziłam kolędować. Przeważnie śpiewaliśmy pod oknami. Do domów nie wchodziliśmy. Wynoszono nam w sicie w podziękowaniu bułki, kiełbasy, słodycze. Byliśmy zadowoleni nawet kiedy dostawaliśmy jabłka, ale to były inne czasy – wspomina pani Eugenia Bura.

Jabłka to był rarytas, bo kiedyś nie było takich chłodni, jak teraz. Jak ktoś dał jabłko, to było coś. U nas w Bondarach mieszkał sadownik, miał dużo jabłek, które przechowywał w piwnicach i zawsze przed świętami je przywoził. To były takie czerwone jabłuszka rajskie, wieszano je na choince – uśmiecha się pani Eugenia Kondracka.

Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie

Współcześnie kolędowanie, chociaż praktykowane, nieco odchodzi w zapomnienie. W okresie świątecznym nadal można napotkać kolędników, z tym, że ich wędrówki mają przede wszystkim charakter rozrywkowy. Nie przywiązuje się już aż tak dużej wagi do wypowiadanych życzeń.

Tradycja świątecznego kolędowania jest szczególnie żywa na wsi. Tam ludzie, zwłaszcza starsi, z niecierpliwością czekają na kolędników, na ich pieśni i życzenia.

Kiedyś kolędnicy chodzili przeważnie po zmroku, zapalali świeczki, które umieszczone były w gwieździe. Było uroczyście, pięknie. Niektórzy chłopcy nawet się przebierali, chodzili w krótkich kożuszkach, czapkach. Zimy były mroźne. Sama chodziłam w walonkach, żeby nie zmarznąć. Jeździliśmy też kolędować do sąsiednich wiosek, saniami z dzwonkami. Fajnie było. Wszyscy nas radośnie i miło przyjmowali, czekali na nas – opowiada pani Eugenia Bura.

Pamiętam taką zimę, chyba w 1968 roku, kiedy poszłam na zabawę, która u nas w Łuce odbywała się pierwszego dnia świąt. Z Hajnówki przyjeżdżała orkiestra. Szłam w szpileczkach na tę imprezę, a w nocy napadało tyle śniegu, że było aż po kolana. I tak wracałam w tych szpileczkach po śniegu – śmieje się pani Eugenia Kondracka.

Niech w tym domu szczęście gości…

Kolędowanie przybierało różne formy. Najczęściej chodzono z gwiazdą, ale też z szopką i zwierzętami, za które przeważnie przebierali się ludzie.

Kiedy byłam mała, chodziliśmy też kolędować z szopką do katolików, do Smolnicy. To było może 4 kilometry. Przebijaliśmy się przez zaspy śniegu, ale kiedy zachodziliśmy, mieszkańcy zawsze nas ugościli. To były wspaniałe czasy – kończy pani Eugenia Bura.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

A.Gaweł, „Rok obrzędowy na Podlasiu”

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy