Pyrka, Fistaszek, Kuba i Gulasz – szczęśliwi mieszkańcy „Rancza Laszki”


Jest na Podlasiu takie miejsce, gdzie do kóz przyjeżdża się na urodziny psa, z kolei pies kumpluje się z kotem, gęś przyjaźni się z kozami, a Gulasz znaleźć można nie tylko w garnku! Gdyby dobrze poszukać, można by tam znaleźć nawet niejedną tarantulę. Właśnie tak wygląda gwarne, ale pełne miłości i pasji do zwierząt gospodarstwo Emilii Korolczuk z Laszek.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ranczo Laszki jest zwykłym gospodarstwem, jakich wiele. Jednak jest coś, co je wyróżnia. To bezgraniczna miłość do zwierząt – szczególnie tych porzuconych, głodzonych i bitych. Tutaj znajdują swój azyl, a otoczone troską i miłością, przeżywają szczęśliwie długie lata.

„Nigdy nie miałam takiego uczucia, że żałuję jakiekolwiek pomocy, której udzieliłam, chociaż często jestem narażona na krytykę. Często są to też moje własne koszty leczenia, żywienia. Zawsze jednak mam wielką satysfakcję z tego, że pomogłam jakiemuś zwierzęciu” – mówi właścicielka gospodarstwa.

Pyrka – gęś, której wydaje się, że jest kozą

Pyrka dzieli swoje „mieszkanie” z kozami. Z nimi też chodzi na pastwisko, ale jak zaznacza Emilia, jest w tym gronie traktowana z wyjątkowym szacunkiem. Gęś trafiła do Laszek po pożarze jednego z pobliskich gospodarstw.

„Trafiła do mnie z trzema kurami i dwiema kozami. Te zwierzaki straciły dom. Zadzwonił ich właściciel i zapytał, czy mogłabym się nimi zająć. Oczywiście nie odmówiłam w takiej sytuacji. I tak zamieszkała u nas pyrka, która myśli, że jest kozą” – śmieje się właścicielka Rancza Laszki.

Lola i Pola

Lola i Pola, zanim zamieszkały w gospodarstwie Emilii, żyły w bardzo złych warunkach.

„Wiadomo że byli chętni, żeby je przygarnąć, ale nie trudno się domyślić, jak mogłoby się zakończyć ich życie. U mnie króliki dostały dożywotni dom, w którym będą kochane, karmione i zadbane” – podkreśla młoda rolniczka.

Janek, Elvis i Fistaszek

Kozły to tatusiowie całego stada i jak się okazuje, straszne pieszczochy.


„Kozy takie nie są. Kozły mają cudowny charakter, chociaż mogą odstraszać swoją wielkością. Janek, kiedy stanie na dwóch nogach, osiąga wysokość dwóch metrów” – zauważa Emilia.

Z kolei Fistaszek, który urodził się w Laszach, miał duże problemy ze zdrowiem.

„Normalny rolnik by go raczej ubił, a ja się starałam, wyleczyłam i teraz już jest w pełni sił” – mówi z dumą jego opiekunka.

Kuba – zamiast na stół, trafił do stajni

Koń Kuba zamieszkał na Ranczo niedawno.


„Miał zostać mięsem. Jedna z fundacji wykupiła go, opłaciła transport, a ja mu zapewniłam dom i opiekę. Kuba ma dopiero rok i 4 miesiące. To jest jeszcze dziecko. Takie konie są przysmakiem we Włoszech”

Młodzież

Młodzież to kozy, które pozostaną w gospodarstwie. W przyszłym roku zostaną zakocone, a jak wszystko ułoży się szczęśliwie, będą później dojone.

„Każda koza w naszym gospodarstwie, każde zwierzę, ma własne imię. Każda koza ma swoją historię, swój charakter. Są praktycznie jak rodzina” 

Iskra i Skay

Iskra również uniknęła złego losu. Ciężarna wówczas klacz mogła trafić w ręce handlarza, na szczęście została w porę wykupiona.

„Iskra jest młodą klaczą, ma dopiero 12 lat. Skaj skończy trzy lata. Są to cudowne konie. Mają tutaj beztroskie życie. Nie pracują, tylko czasami Iskra przewiezie mnie lub jakieś dziecko. Bardzo fajnie pracuje przy dzieciach. Jest spokojna. To jest rasa Amercian Quarter Horse, westernowa.  Dobrze pracują przy bydle, przy kozach, kiedy trzeba je zgonić” – opowiada Emilia.

Szczęśliwe krowy

Kiedy Emilia zaczynała prowadzić swoje gospodarstwo, nastawiała się tylko na hodowlę bydła mięsnego.


„Zakupiłam siedem krów – mamek. I tak zaczęły się powoli rodzić cielęta. Byczki sprzedałam, jałówki zostawały do dalszej hodowli. I tak to się rozkręciło, bo nie mam serca ich sprzedawać, chociaż w tej chwili jest to średnio opłacalna hodowla. Myślę, że moje krowy są bardzo szczęśliwe. Mają 20 ha do biegania, są w swoim żywiole, nie stoją zamknięte w chlewie”.

Emilka, pokaż pani tego swojego wieprza! – czyli o Gulaszu, jakiego nikt nie widział

„Kiedy Gulasz do mnie trafił, ważył 96 gram. Teraz waży kilogram. Urósł, zrobił się kudłaty. Jak widać, nikomu nie odmówię pomocy, nawet śwince morskiej” – tuli czule malucha Emilia.

Ptasznik zamiast bukietu róż

„Pierwszego ptasznika dostałam. Również był niechciany. To był stary samiec, żył krótko. Kolejnego pająka dostałam na walentynki. Dałam jej imię Walentyna. Z czasem w moim domu pojawiło się kilka mniejszych okazów. Spodobała mi się ta hodowla. W tej chwili mamy 4 ptaszniki” – podsumowuje.

Jak już sobie coś zaplanuje, to na pewno to zrobi

Emilia w dziadków w Laszkach spędzała każdą wolną chwilę. Czuła się bardziej stąd, mimo, że większą część swojego życia mieszkała w rodzinnym domu w Jabłoni Kościelnej. Wykształcona, zaradna i przedsiębiorcza sołtyska wsi dla której jazda ciągnikiem to chleb powszedni.

„Jestem dumna z Emilii, że sama sobie radzi. Nie pozwala mi pomagać przy ciężkich pracach. Jest zaradna, nikogo nie potrzebuje. Jak już sobie coś zaplanuje, to na pewno to zrobi. Jak postanowi sobie wziąć jakieś zwierzątko, to mnie nie słucha. Sama jedzie, przywozi i mówi, że tylko na chwilę, a potem zostają u nas na zawsze. Nie wiem, co by ze mną było, gdybym była sama. Razem jest lepiej. Może i czasami ma mnie dość, bo mówię, że trzeba zrobić to, albo tamto. Czasami posłucha, a czasami nie. Jest dorosła i wie, co robić. Tyle ma wszystkiego i daje sobie radę” – chwali wnuczkę pani Helena Korolczuk.

„To jest pot, łzy, cierpienie zwierząt. Uważam jednak, że warto, mimo wszystko. Wato pomagać. Bardzo dużo pomocy otrzymujemy też innych od ludzi. Dużo osób daje nam warzywa, owoce i wspiera nas finansowo.  Często dostajemy karmę dla psów i kotów. Ludzie doceniają, że jest takie miejsce. I kiedy patrzę na swoje gospodarstwo, czuję satysfakcję” – podsumowuje Emilia.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy