Jak ustalił portal Wirtualna Polska, rodzeństwo z wsi pod Suwałkami przez blisko 30 lat mogło nie opuszczać rodzinnego domu. Sąsiedzi byli przekonani, że Marzena przebywa w klasztorze, a Janusz pracuje za granicą. Po śmierci ojca, sytuacja zaczęła się ujawniać, a prokuratura bada wątek ich wieloletniej izolacji.
Początek śledztwa
Postępowanie zostało wszczęte po zawiadomieniach ze Szpitala Psychiatrycznego w Suwałkach oraz Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jak informuje prokurator Katarzyna Bojarska, sprawa jest w początkowej fazie, a gromadzenie materiału dowodowego trwa. Na chwilę obecną nikomu nie postawiono zarzutów.
Życie w izolacji
Z ustaleń wynika, że rodzeństwo mogło przez dekady żyć w odosobnieniu, nie mając kontaktu ze światem zewnętrznym. Mieszkańcy okolicy byli informowani, że Janusz i Marzena wyjechali na studia czy do pracy. Sprawa zaczęła wychodzić na jaw dopiero po śmierci ich ojca, kiedy sąsiedzi zaczęli pytać o los dzieci.
Relacje sąsiadów
Co istotne, z relacji sąsiadów wynika, że nie ma dowodów na to, by rodzeństwo było niepełnosprawne intelektualnie. Janusz i Marzena ukończyli szkołę podstawową, podobnie jak inne dzieci ze wsi. To rodzi pytania o motywy ich izolacji i sytuację rodzinną.
Wyjaśnienia i motywy
Prokuratura bada, czy rodzice rodzeństwa, Jan Z. i jego żona Jadwiga, przez lata izolowali swoje dzieci z powodu wstydu związanego z ich stanem zdrowia. Mieszkańcy wsi są wstrząśnięci sytuacją, zastanawiając się, jak przez tak długi czas nikt nie zareagował na ich izolację.
Apel prokuratury
Prokuratura apeluje o ostrożność w ocenie informacji od mieszkańców, podkreślając, że każda informacja wymaga weryfikacji. Śledczy zastrzegają, że nie wszystkie relacje krążące w okolicy muszą odpowiadać rzeczywistości.
Red. OKO
Wirtualna Polska

