– Niedawno kupiliśmy ciągnik do naszego gospodarstwa. Jest mocniejszy od tych, które już mamy. Co prawda nie mamy dużo pól pod pług, ale za to kosimy około 25 hektarów łąk, a przy dwóch czy trzech pokosach w sezonie taki sprzęt naprawdę się przydaje – opowiada Agnieszka Rogalska.
W gospodarstwie Agnieszki i Jarka z Bronowa pojawił się nowy, mocniejszy ciągnik. Choć maszyna już pracuje w polu, to właściciele nie zamierzają na tym poprzestać. Trwa przygotowanie do montażu ładowacza czołowego, a cały proces rozpoczyna się od precyzyjnego skanowania ciągnika.
Jak przyznaje gospodyni, nowy zakup był także spełnieniem marzeń jej męża i syna.
– Adam i Jarek bardzo chcieli taki ciągnik. No i jest. Teraz będziemy montować do niego ładowacz czołowy. Większa moc oznacza większy ładowacz i większe możliwości. A ja już nie będę musiała słuchać, że Jarek chce kupić ładowarkę, bo teraz się na nią na pewno nie zgodzę – żartuje.
Koniec z wożeniem paszy wózkiem
Nowy sprzęt ma przede wszystkim usprawnić codzienną pracę w gospodarstwie. W planach jest zakup chwytaka typu „aligator”, który ułatwi wybieranie kiszonki z pryzmy.
– Będziemy wycinać kukurydzę z pryzmy i wozić ją krowom. Do tej pory Jarek robił to jeszcze wózkiem na dwóch kołach. Chyba już ostatnim takim we wsi – śmieje się Agnieszka.
Jarek nie ukrywa, że takie rozwiązanie było już mocno przestarzałe.
– Jak mnie nie było w domu, to Agnieszka sama musiała ciągać ten wózek. A podczas sianokosów ja cały czas byłem w polu – kosiłem, przewracałem, zgrabiałem albo belowałem. Wtedy ona rano i wieczorem karmiła krowy. Świat idzie do przodu. Po to są nowoczesne maszyny, żeby z nich korzystać – podkreśla.
Agnieszka dodaje, że już teraz odczuwa różnicę.
– Narazie jestem bardzo zadowolona, bo trochę już tym ciągnikiem pracowaliśmy. Właściwie Jarek pracował, a ja nie musiałam. I to mi się bardzo podoba. Komfort pracy jest zupełnie inny.
Zanim jednak ładowacz zostanie zamontowany, ciągnik trzeba dokładnie zeskanować.
– Trzeba mu zrobić takie USG, żeby było wiadomo, czy wszystkie śrubki będą pasowały. Nie chcemy sytuacji, że przyjedzie gotowa adaptacja i okaże się, że nic do siebie nie pasuje – tłumaczy z uśmiechem Jarosław.
Małymi krokami do celu
Choć nowy ciągnik jest już w gospodarstwie, właściciele przyznają, że teraz trzeba będzie sukcesywnie doposażać go w większe maszyny.
– Mało mamy jeszcze sprzętu do tego ciągnika. Musimy dokupić większe maszyny, ale wszystko po kolei. Pomalutku, nic na siłę – zaznacza Jarosław.
Ładowacz czołowy ma znacznie zwiększyć możliwości wykorzystania nowej maszyny.
– Teraz, kiedy pojedziemy po bele, będzie można od razu wszystko załadować. To również ułatwienie dla mnie, bo nie będę musiała jeździć za Jarkiem drugim ciągnikiem. Trzeba sobie życie ułatwiać, a nie utrudniać – przekonuje Agnieszka.
Jarek nie ma wątpliwości, że to kolejny krok w rozwoju gospodarstwa.
– Co wart jest taki ciągnik bez ładowacza czołowego? Niewiele. Z ładowaczem będzie mógł robić znacznie więcej, dlatego warto inwestować w takie rozwiązania. Małymi kroczkami idziemy do przodu.
Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl











