Wiosenne uznawanie ogierów w Szepietowie. Hodowcy spotkali się po zimie, ale martwią się o przyszłość hodowli

10 marca 2026 roku w Podlaskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Szepietowie odbyło się Wiosenne Uznawanie Młodych Ogierów – jedno z pierwszych w roku wydarzeń dla hodowców koni z regionu i całej Polski. Podczas przeglądu komisja oceniała zwierzęta, które po uzyskaniu odpowiedniej liczby punktów mogą otrzymać licencję hodowlaną i zostać ogierami kryjącymi.

Dla wielu hodowców to nie tylko formalna ocena koni, ale również okazja do pierwszego spotkania po zimie, wymiany doświadczeń i – co równie ważne – sprzedaży młodych ogierów.

– W tym roku pierwsze nasze wydarzenie i zaczynamy oczywiście Wiosenną Aukcję Uznawania Ogierów. Dla nas jest to ważne, bo ci, którzy jeszcze nie mają ogierów, mogą przyjechać i kupić. To też takie pierwsze spotkanie po zimie. Możemy się zobaczyć, powymieniać informacjami, porozmawiać o hodowli – mówi Joanna Maksimowska, wiceprezes Wojewódzkiego Związku Hodowców Koni w Białymstoku.

Aby ogier mógł zostać dopuszczony do hodowli, musi przejść szczegółową ocenę komisji. 

– Uznawanie ogiera służy temu, żeby dostał licencję. Komisja go ocenia i taki koń musi otrzymać odpowiednią liczbę punktów – minimum 79 w przypadku polskiego konia zimnokrwistego, a dla koni sokólskich nawet 80 punktów, jeśli mają kryć w programie hodowlanym – wyjaśnia Joanna Maksimowska. – Dopiero wtedy może być ogierem kryjącym i później kryć klacze zarodowe.

Jak podkreślają hodowcy, droga do takiego momentu jest bardzo długa i zaczyna się na długo przed pojawieniem się źrebaka.

– Najpierw musi być mama i tata. Samo urodzenie się źrebaka to już sukces. Drugi sukces to uznanie ogiera, a trzeci – sprzedaż. W dzisiejszych czasach to wcale nie jest łatwa sprawa – zauważa hodowca Leszek Turel.

Podczas wydarzenia w Szepietowie hodowcy prezentowali swoje konie przed komisją oraz potencjalnymi kupcami. 

– Wszyscy hodowcy przyjechali zaprezentować swój dorobek hodowlany a  niektórzy też  sprzedać konie. Są też sympatycy hodowli, którzy przyjechali po prostu popatrzeć – mówi Bogusław Marchel.

Zgłoszono ponad trzydzieści ogierów, choć nie wszystkie dotarły na miejsce.

– Ponad 34 ogiery były zgłoszone, ale nie wszystkie dojechały. Część została uznana, część odrzucono. Można kupić, można sprzedać, ale zainteresowanie jest raczej słabe – ocenia Jerzy Kondratiuk, który przyjechał na wydarzenie jako obserwator.

Nie wszystkim hodowcom udało się uzyskać oczekiwany wynik. Jak podkreślają, ocena komisji bywa surowa, a emocji podczas prezentacji nie brakuje.

– Będziemy próbować ponownie, bo szkoda zmarnować takiego konia. Dla mnie i dla publiczności bardzo się podoba. Ma wszystko, przyciąga oko – mówi Andrzej Mikulski, którego ogier nie uzyskał wymaganej liczby punktów.

Choć wydarzenie w Szepietowie jest ważnym punktem w kalendarzu hodowców, wielu z nich zwraca uwagę na trudną sytuację ekonomiczną branży.

– Niestety trzeci rok mamy dosyć słaby, jeśli chodzi o ceny. Cena mięsa warunkuje później cenę hodowlaną. Jeśli nie ma rynku zbytu, to koń hodowlany też źle stoi – tłumaczy Joanna Maksimowska.

Według hodowców koszty utrzymania koni rosną, a ceny sprzedaży od lat pozostają na niskim poziomie.

– Hobby zawsze kosztowało, ale teraz koszty rosną, a cen jak nie było, tak nie ma. Czekamy już od paru lat na normalną sytuację – podkreśla Bogdan Marchel.

Hodowcy obawiają się, że jeśli sytuacja się nie poprawi, liczba stad w regionie będzie się zmniejszać.

– Hodowcy likwidują stada albo zostawiają jedną czy dwie klacze. Młodych hodowców jest coraz mniej – dodaje Joanna Maksimowska.

Mimo trudnej sytuacji gospodarczej wydarzenie w Szepietowie pozostaje ważnym miejscem spotkań środowiska hodowców koni.

– Najważniejsze jest to, że można się spotkać z ludźmi, porozmawiać. Przyjeżdżają znajomi z różnych stron Polski – mówi Jerzy Kondratiuk.

Dla wielu hodowców to także kontynuacja rodzinnej tradycji, przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

– U nas to już tradycja rodzinna. Dziadek, pradziadek, ojciec – wszyscy zajmowali się końmi. Nawet jeśli dziś nie liczymy na zysk, to i tak ciągnie nas do hodowli – podsumowuje Joanna Maksimowska.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy