W gospodarstwie Jerzego Kondratiuka w Ciełuszkach rozpoczął się wiosenny siew. – Warunki do siewu to są dobre. Dwa dni temu deszcz padał, ale nie widać tego deszczu, już się kurzyć zaczyna – mówi gospodarz, przygotowując się do wyjazdu w pole.
Zanim jednak siewnik ruszy, wszystko musi zostać dokładnie sprawdzone. Jerzy Kondratiuk nie działa pochopnie – każda regulacja ma znaczenie.
– Zaraz zobaczymy siewnik jak ustawiony, czy dobrze… Tu 200 kilo wychodzi na hektar. 1,1 ustawiony jest… można nawet jeden i dwa dać – tłumaczy, kontrolując ustawienia maszyny.
Jak dodaje, kluczowe jest dopasowanie parametrów do rodzaju wysiewanego ziarna:
– Trzeba sprawdzać, no bo tutaj było siane, tam mieszanka była siana – groch z owsem. To trochę inaczej się nastawia, bo groch większy od owsa. Ale zawsze sprawdzić nie szkodzi.
Rolnik wysiewa owies w ilości około 200 kilogramów na hektar. Ziarno, jak podkreśla, jest starannie przygotowane:
– Owies czyściutki, przewiany i elegancki.
Gospodarstwo ekologiczne
Gospodarstwo w Ciełuszkach prowadzone jest w systemie ekologicznym, co wiąże się z dodatkowymi obowiązkami, ale – jak zaznacza gospodarz – także z satysfakcją.
– U mnie ekologia, kupiłem groch ekologiczny, 10 hektarów… trzeba motylkowych trochę siać – wyjaśnia.
W tym roku oprócz owsa pojawią się również inne uprawy:
– Dwa hektary będzie grochu i łubinu też dwa hektary. W tamtym roku gryka była, a w tym roku posieję łubin.
Jak dodaje, płodozmian i odpowiednie planowanie to podstawa:
– To będzie później na następny rok materiał kwalifikowany, ekologiczny. Certyfikat, wszystko mam.
Pasza dla koni z własnego pola
Uprawy w dużej mierze przeznaczone są na potrzeby własnego gospodarstwa, w którym dominują konie.
–Głównie dla koni, bo więcej nic innego nie mam, tylko same konie – mówi rolnik.
Groch stanowi cenne źródło białka:
– Groch ma dużo białka. Ziarno swoje, ekologiczne, przewiane – bardzo ładne ziarno.
Choć, jak przyznaje, bez nawozów efekty są inne niż w intensywnej produkcji:
– Nie jest ono takie grube ziarnko, jak kiedyś… ale dla mnie wystarczy.
Od koni do ciągników
Jerzy Kondratiuk pamięta czasy, gdy wszystkie prace wykonywało się przy pomocy koni.
– Kiedyś końmi siałem i orałem… w parę koni. Była zawsze taka klacz starsza, młodego się przykładało i się siało – koń się uczył – wspomina.
Dziś pracę ułatwiają maszyny:
– Końmi 10 hektarów to ja by, trzy dni siał. No dobrze, że się zmieniło.
Choć technika poszła do przodu, doświadczenie zdobyte przez lata pozostaje bezcenne.
Tradycja, która trwa
Na koniec rolnik wraca do tego, co dla niego szczególnie ważne – do tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
– Kiedyś ja z mamą zawsze święcone zboże przynosiliśmy na pole i zawsze przeżegnaliśmy się. Czapkę trzeba zdjąć – opowiada.
Ten zwyczaj kontynuuje do dziś i przekazuje go swoim dzieciom:
– Ja tak robię i dzieci swoje nauczyłem – Mirka, Agnieszkę. Oni też tak sieją.
Nawet w trudniejszych momentach tradycja była podtrzymywana:
– Jak byłem w szpitalu, czy nogę miałem złamaną, to syn siał… i też tak zawsze robił.
W Ciełuszkach nowoczesność łączy się więc z szacunkiem do dawnych zwyczajów. Jak pokazuje przykład Jerzego Kondratiuka – w rolnictwie liczy się nie tylko sprzęt i technologia, ale również pamięć o tym, skąd się przyszło.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl










