Zapusty Radziłowskie 2026. Mróz nie przeszkodził w zabawie. „Bawimy, tańczymy, śpiewamy – super jest!”
Śmiech, muzyka i dźwięk przyśpiewek niosły się we wtorek po całym Radziłowie. Choć zimowa aura nie odpuszczała, mieszkańcy i goście tłumnie zebrali się, by wspólnie zakończyć karnawał podczas tradycyjnych Zapustów Radziłowskich. Była para młoda tańcząca na kole, barwny korowód i postaci znane z ludowych obrzędów – a przede wszystkim dobra energia i wspólna zabawa, która od lat przyciąga do Radziłowa.
– Zapusty mamy co roku. Zaczęliśmy je odtwarzać w 2001 roku. Mnóstwo ludzi zaangażowanych, ale i mnóstwo gości – mówił wójt gminy Radziłów, Krzysztof Milewski. – Osoby, które chcą właśnie tutaj z nami przyjechać, pobawić się i zakończyć karnawał.
Jan i Izabela znów „na kole”
Centralnym punktem zapustów tradycyjnie była para młoda – Jan i Izabela. W tym roku w ich role wcielili się Fabian i Tomasz. Jak przyznają, przygotowania nie były łatwe.
– Stres, noce nieprzespane. Ja osobiście przygotowywałem się przez miesiąc – mówił jeden z „nowożeńców”. – Ale żeśmy się odważyli, zaryzykowali. A co tam szkodzi? Troszkę dla śmiechu, trochę dla żartu.
Postać Jana i Izabeli to nie tylko element widowiska, ale i przestroga.
– Historia, jaką ja znam, jest taka, że Jan i Izabela przetrwonili majątek. Po części ludzie chcieli pokazać poprzez to widowisko, że tak nie należy robić, że trzeba mieć świadomość i rozsądek – wyjaśnia wójt Krzysztof Milewski.
Sami odtwórcy ról podkreślali znaczenie tradycji:
– Kontynuujemy tradycję, która jest od wielu lat w Radziłowie. (…) Podtrzymujemy ją jako młodzi ludzie, żeby nikt o tym nie zapomniał.
Choć forma widowiska przez lata ewoluowała, sens pozostał ten sam.
– Nic się nie zmieniło, tylko transport. Wcześniej były konie, teraz jest bardziej zmechanizowane – śmiali się uczestnicy.
Turoń, zespoły i goście z regionu
W zapustowym korowodzie nie zabrakło barwnych postaci. Z Goniądz przyjechał Kazimierz Połonowicz z zespołem, wcielając się w turonia.
– Jestem dzisiaj z turoniem. To jedna z charakterystycznych postaci, która uczestniczy w różnych obrzędach, a szczególnie właśnie w Zapustach. Turoń to siła, energia – silne zwierzę – opowiadał.
Jak przyznał, choć w Radziłowie był po raz pierwszy, tradycję znał wcześniej.
– Widziałem nieraz tę parę młodą na kole tańczącą. To charakterystyczne zakończenie karnawału. Kiedyś ludzie się bawili, my dzisiaj też staramy się przedłużać tę tradycję. Jest fajnie.
Choć tegoroczne zapusty odbywały się w zimowej scenerii, frekwencja dopisała.
– Tak jak widzimy, jest mróz, ale jest dużo osób, które przyjechały wspólnie się bawić. Jest nam gorąco – podkreślał wójt Radziłowa.
Mieszkańcy i goście nie kryli zadowolenia.
– To jest fajna atrakcja. Już od 20 lat tu jeździmy, od pierwszego roku do dziś – mówiła jedna z uczestniczek.
– Obowiązkowo trzeba przyjechać. Coraz więcej zespołów przyjeżdża i coraz lepiej się rozwija.
Zgodnie z tradycją para młoda odwiedzała instytucje, firmy i gospodarstwa domowe.
– Nawet było tak, że jeśli gdzieś nie zachodzili, to trochę było smutno – wspominano.
Zapusty w Radziłowie to dziś nie tylko widowisko folklorystyczne, ale przede wszystkim wspólnotowe święto.
– Zabawa pełną parą, jak najbardziej. Bawimy się, tańczymy, śpiewamy, także super jest. I zapraszamy za rok na tę samą wspaniałą imprezę – podsumował wójt Krzysztof Milewski.
Karnawał zakończył się w Radziłowie zgodnie z tradycją – głośno, radośnie i po podlasku.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl













