– Dzisiaj to już bardziej rekonstrukcja i podtrzymywanie tradycji, ale młodzi dzięki temu poznają swoje korzenie i będą mogli przekazywać tę wiedzę dalej – powiedziała Anna Fionik.Korowaj Juriański w Daszach
„Jak na gromnicy piweń napijetsia wodicy, to na Juria wół najetsia trawicy” – mówi stare lokalne przysłowie związane ze świętem św. Jerzego, czyli Jurija. Właśnie wokół tej wielowiekowej tradycji po raz kolejny spotkali się mieszkańcy Dasz i okolic, by wspólnie uczestniczyć w obrzędzie Korowaja Juriańskiego.
https://youtu.be/sNRXG1CyEuM
Wydarzenie od kilku lat organizowane jest z inicjatywy Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, przy wsparciu lokalnych instytucji i mieszkańców.
Tegoroczne obchody rozpoczęły się uroczystym przemarszem przez wsie i molebieniem w cerkwi w Kośnej, skąd uczestnicy wyruszyli śpiewnym korowodem na pola.
Jak podkreśla Joanna Micewicz z Koła Gospodyń Wiejskich w Daszach, najważniejsze jest przekazywanie tradycji kolejnym pokoleniom.
– Chodzi o młodsze pokolenie, dzieci, młodzież, żeby uczyła się i dalej przekazywała tę tradycję.
Wioska chętnie angażuje się w to wydarzenie
Święto Jurija od wieków było na podlaskiej wsi jednym z najważniejszych momentów roku obrzędowego. Ludowa tradycja przypisywała świętemu Jerzemu opiekę nad rolnikami, polami i bydłem. Tego dnia święcono wodę oraz korowaj – obrzędowy chleb symbolizujący dostatek i urodzaj.
– Rozpoczęliśmy w cerkwi modlitwą za zasiewy i rolników, którzy czekają na plon.
Potem wyszliśmy z korowajem, nieodłącznym atrybutem tego święta – opowiadała Anna Fionik ze Studia Folkloru Podlaskich Białorusinów „Żemerwa”.
Uczestnicy obchodzili pola, a następnie odbył się najbardziej widowiskowy element obrzędu – toczenie korowaja po życie i wspólne tarzanie się w zbożu.
– W tym roku mamy wysokie żyto, więc mamy nadzieję, że pomoże mu to wzrosnąć jeszcze wyżej i dać dobry plon – mówiła Anna Fionik.
– Dawniej zakopywano jeszcze święconki w rogach pola.
Po części sakralnej przychodził czas wspólnego świętowania i majowej biesiady.
Starsze mieszkanki wspominały, że kiedyś obchód pól był naturalną częścią życia wsi.
– To było normalne święto parafialne. Ludzie przychodzili do cerkwi, obchodzili pola z ikoną. Jurij oznaczał, że wszystko budzi się do życia – kwiatki kwitną, trawa rośnie, można już szczaw zbierać i zupę gotować – mówiły Krystyna i Luba.
Dziś tradycja ma przede wszystkim wymiar edukacyjny i integracyjny.
– Każde podtrzymywanie tradycji jest ważne i potrzebne.
Starszym przypomina dawne czasy, a młodzi mogą zobaczyć, jak kiedyś wyglądało życie – podkreślała pani Irena.
– Tacza się chleb po polu, uczestnicy tarzają się w życie, śpiewane są tradycyjne pieśni.
Potem wszyscy wracają do świetlicy na wspólne świętowanie – mówiła Agnieszka Romaniuk z MOKSiR w Kleszczelach. – To piękny zwyczaj, który integruje mieszkańców i przyciąga gości.
Choć – jak zauważają organizatorzy – współczesna wieś wygląda już inaczej niż kilkadziesiąt lat temu, tradycja Korowaja Juriańskiego nadal żyje.
ArrayRed. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl





















