Wiejski klimat w środku miasta – przyblokowe ogródki

Od wiosny do jesieni dla części mieszkańców osiedla Białostoczek stają się drugim domem. Spędzają w nich każdą wolną chwilę. Uprawiają rośliny, cieszą się ich pięknem i martwią, gdy chorują lub nie chcą rosnąć. Przyblokowe ogródki. Zielone miejsce wśród miejskich wieżowców. Przyjazna przestrzeń do realizacji marzeń ogrodniczych, rozrywkowych i sąsiedzkich.

Białostoczek – przykład, że miejskie osiedla wcale nie muszą być smutne, zalane betonem, a tym samym pozbawione naturalnej zieleni i nieprzyjazne do odpoczynku. Mieszkańcom m.in. ulicy Sokólskiej udało się zamienić to miejsce w tętniące życiem ogródki. Dla miłośników „grzebania w ziemi” stały się spełnieniem marzeń o własnej działce, albo chociaż grządce. Marzeń o odrobinie ciszy i relaksu w środku miasta.

Centrum serdecznych spotkań, inspirujących rozmów i ulubionych zajęć na świeżym powietrzu

Póki co o zawrót głowy przyprawiają pachnące bzy. W folii niedługo będą dojrzewały soczyste pomidory, na gruncie swoją zielenią przyciąga wzrok sałata. Jeszcze trochę i jej miejsce zajmą rozrastające się coraz bardziej ogórki. Dalej kwitną poziomki. Są też krzaki malin i agrestu. I jak na porządną działkę przystało, nie mogło zabraknąć drzew jabłoni i wiśni.  Brzmi jak opis sielskiego ogródka naszej babci, prawda? A to tylko i aż miejskie, przyblokowe i niewielkie działki. Są różne – w jednych dominują warzywa, w innych kwiaty, ale odnaleźć też można części typowo rekreacyjne.

Mieszkańcy osiedla zgodnie przyznają, że to wyjątkowo spokojne miejsce. Nie zdarzyło się, żeby ktoś próbował zniszczyć efekty ich ciężkiej pracy. Jedynie zwierzęta domowe czasami spłatają niewielkiego psikusa.

Miejsko-wiejska oaza zieleni

Ogródki znajdują się tuż pod oknami parterowych mieszkań. Schodzi się do nich specjalnymi schodkami przybudowanymi do balkonów.

„Kiedy przeprowadziliśmy się tutaj ze wsi, to miejsce nie było zagospodarowane. Poszliśmy więc do administracji i powiedzieliśmy, że chcemy zrobić sobie ogródki. Kazana nam tylko równo podzielić działkę pomiędzy sąsiadów. Podzieliliśmy, ogrodziliśmy, doprowadziliśmy wodę. I bawimy się teraz. Jesteśmy emeryturze, więc jest gdzie spędzać czas” – tłumaczy pani Gabriela.

Administracja osiedla nie pobiera dodatkowych opłat za użytkowanie tych miejsc. Jedynym kosztem są koszty wody zużytej do pielęgnacji roślin. Na użytkownikach spoczywa też obowiązek utrzymania porządku. I tego pilnują. A efektem są wręcz magiczne ogródki.

Nie sposób przejść obok nich obojętnie

„Ludzie specjalnie przychodzą tu na spacer, żeby popatrzeć na kwiaty, na warzywa. Pewna pani przychodzi tu zawsze z pieskiem, bo mówi, że na osiedlu nie ma drugiego tak pięknego ogródka”- chwali właścicielka jednej z posesji. „Moja koleżanka też była zachwycona. Syn, który na stałe mieszka w Warszawie zawsze powtarza, że nie chce mu się stąd wyjeżdżać” – dodaje.

Piękny przykład sąsiedzkiej współpracy

Panią Gabrielę udało mi się „złapać” przy furtce. Szła do sąsiadki zanieść jej sałatę na obiad. Tak po prostu, z życzliwości. Bo osiedlowi ogrodnicy wspierają się, jak mogą. Zawsze mogą liczyć na swoją pomoc. Kiedy jeden wyjeżdża, inny pilnuje jego dobytku – zamyka folię, podlewa.

 „Jeżeli któremuś z nas coś nie urośnie, dzielimy się. Kiedy zabrakło mi pomidorów, sąsiad nie kazał mi ich kupować, obiecał podzielić się swoimi sadzonkami” –  zauważyła pani Gabriela.

Dużo pracy i dużo satysfakcji

„Kiedy byłam zdrowsza i młodsza, było dużo łatwiej. Dzieci już nawet na mnie trochę krzyczą, że za dużo pracuję. Ale ja nie potrafię bez tego żyć” – nie kryje pani Anna.

Pani Zofia właśnie zerwała dorodną rzodkiewkę do obiadu.

„Tu nie ma czym się chwalić. W tym roku tylko kilka urosło. W tamtym to było dużo. Żeby pani wtedy do mnie przyszła, to by zobaczyła” – mówi niezadowolona.

„Człowiek nie czuje, że mieszka w mieście. Latem robię sobie rano kawę i wychodzę na zewnątrz. W międzyczasie, zanim ją wypiję, uda mi się zrobić kilka rzeczy. Nie muszę jeździć daleko na działkę, jak niektórzy”- cieszy się pani Gabriela.

Pani Lucyna zajmuje się głównie kwiatami. W jej ogródku królują hortensje, tulipany, czosnek ozdobny i oczywiście tradycyjne piwonie.

„Mam różowe, bordowe i białe. W tamtym roku było dużo więcej pąków, a przecież w tym też bardzo o nie dbałam, podlewałam. A tam posiałam stokrotki. I trawa rośnie, proszę zobaczyć, trzeba już kosić” – zauważa miłośniczka kwiatów.

Pani Lucyna mogłaby nie opuszczać swojego kwiatowego raju. Otwarcie też przyznaje, że ciężko powstrzymać się przed zakupem kolejnych okazów.

„Niedawno byłam na jarmarku kwiatowym. Miałam już nic nie kupować, ale nie wytrzymałam. Muszę jeszcze dokupić hortensję. Niebieska mi się nie przyjęła” – wzdycha zawiedziona.

Praca ogrodnika nie kończy się wraz z nadejściem jesieni

Już zimą trzeba zacząć przygotowania do kolejnego sezonu. Pasjonaci nieustannie wzbogacają swoje ogródki o nowe gatunki. Wiele z nich wysiewają i ukorzeniają sami.

„Sama wysiewam pomidory. Jesienią wybieram ładniejsze sztuki i zbieram z nich nasionka. Pod folią mam teraz 50 pomidorów” – nie kryje dumy pani Gabriela.  „W tym roku już na Wielkanoc moje dzieci jadły sałatę” – dodaje.

„Zimą  przygotowałam kilkadziesiąt doniczek muszkateli. Dużo oddałam córce. Ona też jest miłośniczką kwiatów” – podkreśla pani Lucyna. „W tamtym roku miałam dużo więcej tego czosnku. Ale proszę przyjść jesienią, chętnie się podzielę. Teraz musi przekwitnąć, musi się cebulka uformować – kończy życzliwie naszą rozmowę.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Wojciech Rędziński

Świetny artykuł!!! Gratuluję autorce tematu i pomysłu na realizację:-)

Partnerzy