Zielone Świątki w Skansenie. Obrzęd „Chodzenia z królewną”, ludowe rzemiosło i powrót do dawnych tradycji
Tłumy odwiedzających, barwny korowód z królewną, ludowe śpiewy i zapach regionalnych potraw – tak wyglądały tegoroczne Zielone Świątki w PodlaskiM Muzeum Kultury Ludowej. Wydarzenie, które na stałe wpisało się już w kalendarz kulturalny regionu, po raz kolejny połączyło tradycję, folklor i spotkanie z dawną kulturą wsi.
Centralnym punktem święta był obrzęd „Chodzenia z królewną” – zwyczaj sięgający czasów przedchrześcijańskich, związany z zapewnieniem urodzaju i pomyślności.
– „To taki obrzęd, taki zwyczaj, który żywy był jeszcze w okresie międzywojennym. Mieszkańcy wsi wybierali królewnę, dziewczynę z własnego grona, z którą później w orszaku obchodzono pola, co miało zapewnić urodzaj” – mówił Hubert Czochański z Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.
Jak podkreślał, skansen od kilku lat wspólnie z zespołami folklorystycznymi z Moniek, Trzciannego i Kalinówki Kościelnej odtwarza dawny rytuał, próbując ocalić go od zapomnienia.
– „Proponujemy ludziom powrót do przeszłości i możliwość skonfrontowania się trochę z tą przeszłością” – dodawał.
„Cała wieś szła”
Dla starszych uczestników wydarzenia obrzęd był także podróżą do czasów dzieciństwa. Wspominała o tym Irena Kobeszko, jedna z uczestniczek odtworzenia tradycji.
– „Jak jeszcze ja dziewczyną byłam, to my tak obchodziliśmy pola po wsiach i teraz chcemy to przedstawić młodym. Oni tego nie rozumieją” – mówiła.
W jej wspomnieniach Zielone Świątki były jednym z najradośniejszych momentów roku.
– „Cała wieś szła. Wszystkie domy były wystrojone, bluszczem wysypane podwórka. Krowy umajone. Jak było trzy dni, to trzy dni zabawa, hulanki, śpiewy w wiosce, nie tak jak teraz” – opowiadała.
Według dawnych wierzeń obrzęd miał chronić pola przed „złym”, zapewniać dobre plony i odpędzać nieszczęścia.
– „To był zwyczaj w zamiarze odepchnięcia z pól różnych czarownic, później już złych duchów, żeby licho nie wlazło i pozwoliło rosnąć zbożu” – tłumaczyła Agnieszka Skarżyńska z Monieckiego Ośrodka Kultury.
Tegoroczna inscenizacja została przygotowana właśnie według jej scenariusza, inspirowanego tradycjami z okolic Złotorii i Tykocina.
Królewna w centrum orszaku
W tym roku rolę królewny powierzono młodej Gabrieli Radzajewskiej.
– „Takie wyróżnienie, że jestem spośród tych pięciu dziewczynek królewną” – mówiła.
Orszak przechodził między zabytkowymi zagrodami skansenu, zatrzymując się przy kapliczce, gdzie uczestnicy śpiewali i modlili się, podkreślając także chrześcijański wymiar Zielonych Świątek – święta Zesłania Ducha Świętego.
Targi Sztuki Ludowej i ginące zawody
Tegorocznym Zielonym Świątkom towarzyszyły również Targi Sztuki Ludowej. Na terenie skansenu pojawiło się około 80 wystawców – twórców ludowych, rękodzielników i kół gospodyń wiejskich.
– „Pokazujemy, że ginące zawody wcale nie są tymi ginącymi zawodami” – podkreślała dyrektor muzeum Katarzyna Ancipiuk.
Dla odwiedzających przygotowano warsztaty ciesielskie, tkackie i plecionkarskie. Nie brakowało także regionalnych smaków, koncertów i występów zespołów folklorystycznych.
Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się stoiska twórców ludowych. Tkaczka Helena Gołko opowiadała, że dawniej umiejętność tkania była obowiązkowa niemal dla każdej gospodyni.
– „To trzeba głową, nogami, rękoma. Komputer w głowie” – śmiała się artystka. – „Już taka zmęczona czasem, ale pójdę pod krosno i odpocznę po prostu”.
O trudzie ręcznej pracy mówił także Stanisław, twórca ludowy prezentujący swoje wyroby.
– „To jest ciężka praca, nie ma żadnych maszyn, wszystko trzeba ręcznie robić” – podkreślał.
Duże zainteresowanie wzbudzały także drewniane zabawki Marka Szyszki, który odtwarza dawne wzory sprzed nawet stu lat.
– „Starsze osoby widzą w tym swoją młodość, a młodzi są bardzo zainteresowani tym, jak to działa” – mówił twórca.
Powrót do natury i wspólnoty
Jak przypominał Hubert Czochański, Zielone Świątki jeszcze przed wojną obchodzono bardzo hucznie nie tylko na wsiach, ale również w dużych miastach.
– „Generalnie chodziło o to, żeby podziękować naturze za możliwość uprawy ziemi, za powrót wiosny i możliwość wypasu zwierząt” – wyjaśniał.
Właśnie ten powrót do wspólnoty, natury i dawnych tradycji był widoczny podczas tegorocznej edycji wydarzenia w skansenie. Zielone gałązki zdobiły zagrody, na scenie rozbrzmiewały ludowe pieśni, a odwiedzający mogli choć na chwilę przenieść się do dawnej podlaskiej wsi.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl
























