Rolniczka z Bagniuk: To jest moje miejsce na ziemi i na pewno go nie opuszczę.


To jest takie moje miejsce na ziemi i na pewno go nie opuszczę. To jest to, co całe życie chciałam robić i cieszę się, że mogę to wszystko tutaj zrealizować – zapewnia pani Anna Łukasik z Bagniuk w gm. Michałowo. Chociaż urodziła się i wychowała na południu Polski, po latach postanowiła wrócić w rodzinne strony, by stworzyć pełne zwierząt gospodarstwo. Kozy, owce, króliki, gęsi, kaczki biegusy, indyki, kury, kury zielononóżki, brojlery a nawet i koń – oto liczni mieszkańcy zagrody w Bagniukach.

Przodkowie pani Anny mieszkali i pracowali na podlaskiej ziemi od pokoleń.
Urodziłam się na południu Polski, w Zagłębiu Śląsko-Dąbrowskim, dokładnie w mieście Czeladź i tam też się wychowałam. Już jako dość młody człowiek postanowiłam, że będę się zajmować zwierzętami. Skończyłam zootechnikę, pracowałam też w innych miejscach, ale wolę pracować u siebie. Coś mnie tu, na Podlasie ciągnęło, jakby coś było we krwi – zauważa gospodyni.

Ani to krowa, ani to pies…
Rolniczka z Bagniuk podkreśla, że lubi to, co robi. A wszystko zaczęło się od dwóch kóz…
Mama przywiozła je od swojej siostry z Wieliczki. Spodobały mi się do tego stopnia, że stwierdziłam, że będzie to zwierzę docelowe w moim gospodarstwie. Dzięki temu nauczyłam się robić sery i przetwarzać mleko również na inne produkty. Kozy to są takie ciekawe zwierzęta. Ani to krowa, ani to pies – coś pomiędzy. Daje mleko jak krowa a zachowuje się jak pies. Bardzo łatwo z nimi współpracować, można je wiele nauczyć, reagują na imiona. Czasami nawet pomagają w pracy – nie ma na przykład problemu z ich dojeniem – chwali pani Anna.
W gospodarstwie nie brakuje również kur, kaczek i indyków.
Mamy różne rasy kur, ale to przede wszystkim kury użytkowe. To nie są kury ozdobne. Nasze kury znoszą jajka, a że są hodowane ekologicznie, więc ich mięso jest zupełnie inne niż to, które kupujemy w sklepie. Uwielbiam mięso, więc nie mogę z niego zrezygnować. Hoduję wszystko tak, jak dla siebie. Zielononózki to taka stara rasa kur, które uwielbiają latem nocować na drzewie. Wszystkie kury wybierają jedno drzewo i całą noc śpią na tym drzewie – wyjaśnia.
A co jest największą dumą gospodyni z Bagniuk?
Największa duma, że udało mi się w końcu dochować indyków. Pamiętam, że moja babcia zawsze miała indyki, a one są bardzo ciężkie w chowie. W końcu i ja doczekałam się takich, które potrafią same wysiedzieć swoje małe, same je wyprowadzić. Mam już dość spore stadko, bo jest ich około dziesięciu. Jestem dumna, że dorównałam umiejętnościom swojej babci – oznajmia z radością.
Pani Anna na brak pracy nie może narzekać.
Zawsze mam obok siebie kogoś, kto mi pomoże. Jest moja mama, czasami wpadną córki. Są też znajomi. Uważam, że podjęłam dobrą decyzję, ponieważ bardzo dobrze się tutaj czuję. To jest takie moje miejsce na ziemi i na pewno go nie opuszczę. To jest to, co całe życie chciałam robić i cieszę się, że mogę to wszystko tutaj zrealizować. Czuję się zdeterminowana. Cieszę się, że wiele rzeczy potrafię zrobić sama, że jestem samowystarczalna, ale to nie jest tak, że dobrze jest być samym. Cenię to, że mam wielu znajomych i przyjaciół, którzy nigdy nie odmówią mi pomocy – podkreśla pani Anna Łukasik.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwańska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy