Traktory i sianokosy w Trześciance i Socach

Defilada ciągników i pokaz dawnych żniw. W Socach i Trześciance świętowano codzienność podlaskiej wsi

Wspomnienia, rozmowy i powrót do prac, które przez pokolenia wyznaczały rytm życia na podlaskiej wsi. W Trześciance i Sochach odbyło się wydarzenie w ramach projektu „Peryferie”, którego uczestnicy przypomnieli dawne sianokosy i żniwa, a także wyruszyli w niezwykłą defiladę zabytkowych ciągników.

To nie była rekonstrukcja historyczna ani pokaz dla turystów. Pomysłodawcy wydarzenia postawili na autentyczność – spotkanie mieszkańców, którzy jeszcze pamiętają pracę na polu z kosą i sierpem w ręku. Dla starszych był to powrót do młodości, dla młodszych okazja do zobaczenia, jak wyglądały żniwa, zanim na pola wyjechały nowoczesne maszyny.

– Świętujemy codzienność obrzędów wiejskich, bo to jest to, co jest moim zdaniem najprzyjemniejsze – takie zwykłe życie na wsi i docenianie pracy ludzkich rąk – mówiła Joanna Barchetto-Sojka, pomysłodawczyni projektu „Peryferie” i założycielka Kulinarnego Biura Podróży Warming.

Podczas pokazu można było zobaczyć koszenie zboża kosą i sierpem, przygotowywanie słomianych powrósł oraz wiązanie snopów według dawnych zasad. O tajnikach tej pracy opowiadał Mikołaj Pietruczuk, ale też i inni zgromadzeni. 

– Jest pokaz koszenia zboża kosą, sierpem, robienia pasów do wiązania. Kiedyś zwracano uwagę nawet na to, żeby „zamek” przy wiązaniu był zawsze skierowany do góry. Mówiono, że wtedy podczas deszczu woda spływa i nie zacieka do snopa. Takie zasady były przestrzegane – zaznaczył pan Dariusz.

Jak wspominał, kosa towarzyszyła mu od najmłodszych lat.

– Od małego pamiętam, że ta kosa czasami śniła mi się po nocach. Rano, gdy była rosa, szło się kosić trawę. Czasy się zmieniły, ale trochę tą kosę w życiu pociągnąłem – mówił z uśmiechem.

Pan Mikołaj Pieruczuk, który poprowadził pokaz, wychował się w gospodarstwie rolnym.

– Żniwa to zawsze był czas ogromnej pracy. Każda para rąk była potrzebna. Nawet rodzina z dalszych stron przyjeżdżała pomagać przy zbiorach – wspominał.

Jak wyjaśniał, opanowanie pracy kosą wymagało czasu i wprawy.

– Trzeba było nauczyć się prowadzić ją równo przy ziemi i użyć odpowiedniej siły. Na początku wcale nie było to łatwe – opowiadał.

Przypomniał także, jak wyglądało przechowywanie zboża po skoszeniu.

– Powiązane snopy ustawiano w tzw. dziewiątki. Musiały jeszcze postać na polu, żeby słoma i ziarno dobrze wyschły, zanim trafiły do stodoły – tłumaczył.

Wielu uczestników podkreślało, że pokaz przywołał wspomnienia z czasów, gdy praca na roli wyglądała zupełnie inaczej.

– Dla mnie to normalne, bo pochodzę ze wsi. Wszystko robiło się ręcznie. Dzisiaj młodzi mają zdecydowanie łatwiej – mówiła jedna z mieszkanek.

Podobne odczucia miała sołtys wsi Soce Tamara Torcz.

– Wróciły wspomnienia. Kiedyś na roli pracowaliśmy bez przerwy – przy sianokosach, żniwach, przy krowach. Ale ludzie żyli zgodniej. Sąsiad pomagał sąsiadowi, dziś u jednego, jutro u drugiego. Tak właśnie wyglądało życie na wsi – wspominała.

Niecodziennym elementem wydarzenia była także defilada ciągników, która połączyła Trześciankę z Socami. W kolumnie można było zobaczyć zarówno nowsze maszyny, jak i zabytkowe egzemplarze.

Dariusz Maksymczuk przyjechał ciągnikiem z 1983 roku, który od kilku lat własnoręcznie odnawia.

– Trochę go doprowadzam do porządku, bo był w opłakanym stanie, ale widać, że ten ciągnik całe życie pracował. Nie stał, tylko zarabiał na siebie – opowiadał.

Przy okazji wrócił pamięcią do czasów, gdy we wsiach pojawiały się pierwsze traktory.

– Gdy dorastałem, ciągników jeszcze praktycznie nie było. Używało się koni. Dopiero w latach siedemdziesiątych pojawiły się dwa ciągniki w naszej wiosce. To było wtedy naprawdę wielkie wydarzenie – wspominał.

Zdaniem Joanny Barchetto-Sojki właśnie takie spotkania pozwalają zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na codzienność z innej perspektywy.

– Żyjemy coraz szybciej. Tymczasem tutaj spotykamy się wokół tradycji i zwykłych czynności. Każdy ma swoją metodę ostrzenia kosy, każdy trochę inaczej kosi i właśnie wokół takich prostych rzeczy można się spotkać. To wydarzenia, które łączą pokolenia. Dzieci obserwują rodziców i dziadków, uczą się od nich i rozmawiają o tym, co dzieje się tu i teraz – podkreślała.

Pomysłodawczyni projektu zaznacza, że celem „Peryferii” nie jest odtwarzanie przeszłości, ale pielęgnowanie lokalnej kultury i budowanie więzi między mieszkańcami.

– Chodzi o to, żeby zatrzymać się przy lokalnych tradycjach i codzienności wsi. Kultura to nasze przyzwyczajenia, wiedza i sposób życia. Takie wydarzenia pozwalają po prostu pobyć razem – podkreślała.

– Ludzie są zadowoleni, że coś takiego się dzieje – podsumowała sołtys wsi Soce. 

 



Array

Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy