W Bondarach nad Siemianówką znów unosił się zapach świeżo pieczonego ciasta, a stoły wypełniły się niezwykłymi wypiekami. Tegoroczne spotkanie poświęcone tradycyjnym busłowym łapom zgromadziło dzieci i dorosłych, którzy wspólnie przywitali nadchodzącą wiosnę – tak, jak robiono to tu od pokoleń.
Bocianie łapy, gniazda i… brony
Pod czujnym okiem pań Heleny Rejent i Eugenii Burej dzieci formowały z ciasta charakterystyczne kształty. Na blachach pojawiły się nie tylko „łapki”, ale też jajeczka, gniazda, a nawet symboliczne brony.
– Z dziećmi pieczemy bocianie łapki. Już wyjęte są z pieca, fajnie wyglądają. Jest również brona, są jajeczka, a na drugiej blaszce piecze się gniazdo – opowiada Eugenia Bura.
Jak podkreśla, to nie są przypadkowe formy. Każda z nich ma swoje znaczenie i nawiązuje do dawnego życia na wsi. Brona przypomina o czasach, gdy to właśnie na niej bociany najchętniej zakładały swoje gniazda.
Między dwoma Zwiastowaniami
Wypiek busłowych łap w Bondarach ma szczególny wymiar – odbywa się w okresie pomiędzy dwoma ważnymi świętami.
– Od pięciu lat pieczemy między Zwiastowaniami. 25 marca jest zwiastowanie katolickie, a 7 kwietnia nasze prawosławne – wyjaśnia Helena Rejent.
To właśnie wtedy, zgodnie z tradycją, bociany powinny już wrócić z zimowisk. Dawne powiedzenia mówiły nawet, że na pierwsze zwiastowanie bocian powinien przylecieć, a na drugie – znieść jajko.
Bocian zwiastuje wiosnę
Dla mieszkańców Bondar bocian to nie tylko ptak – to symbol nadziei, odrodzenia i szczęścia. Jego pojawienie się oznacza jedno: prawdziwa wiosna właśnie się zaczyna.
– Bocianie łapy pieczemy zawsze na Zwiastowanie, bo wtedy witamy bociany. Przynoszą nam wiosnę – podkreśla Eugenia Bura.
W tym roku radość była tym większa, że mieszkańcy znów mogli wypatrywać swojego dobrze znanego gościa – osiedlowego bociana Wojtusia.
– Czekaliśmy na niego i już spaceruje po osiedlu. Wszyscy się cieszą, bo to znak, że zaczyna się wiosna – dodaje.
Wojtuś – bocian, którego zna cała wieś
Bocian Wojtuś to prawdziwa lokalna „gwiazda”. Choć jego gniazdo znajduje się w pobliskich Bagniukach, często odwiedza Bondary.
– Każdy go zna. Chodzi po osiedlu, ludzie coś mu rzucą. Dzieci mówią, że potrafi prosić o jedzenie – opowiada Helena Rejent.
Najmłodsi nie kryją sympatii:
– Bardzo fajny, codziennie chodzi pod blok i prosi o kiełbaskę – tłumaczą z uśmiechem.
Tradycja zakorzeniona w pamięci
Podczas spotkania nie zabrakło także wspomnień o dawnych czasach. Eugenia Bura przypomina, jak kiedyś wyglądała wieś:
– Bociany uwielbiały drewniane brony i strzechy. To klekotanie kojarzy mi się z dzieciństwem. Kiedyś było więcej ptactwa, żab, wszystko było inne. Teraz jakby to zanikało.
Dawniej wierzono również, że obecność bocianiego gniazda przynosi gospodarzowi szczęście i dobrobyt. Nic więc dziwnego, że starano się stworzyć ptakom jak najlepsze warunki.
Wspólne pieczenie, wspólna pamięć
Najważniejszym elementem wydarzenia była jednak wspólnota. Dla organizatorów to właśnie ona daje nadzieję, że tradycja przetrwa.
– W naszej kuchni przed wielkimi świętami zawsze pieczono różne kształty bułeczek, żeby dzieci zapamiętały – podkreśla Helena Rejent. – Jak robi się coś razem, to zostaje w pamięci na dłużej.
Eugenia Bura dodaje:
– Kontynuujemy tę tradycję, żeby nie zanikła. Dzieci jest dziś dużo i to cieszy najbardziej.
Tegoroczny wypiek busłowych łap w Bondarach pokazał, że nawet w zmieniającym się świecie można pielęgnować dawne zwyczaje. A zapach świeżych bułeczek, śmiech dzieci i widok bociana spacerującego po osiedlu to najlepszy dowód na to, że wiosna na Podlasiu wciąż ma swój niepowtarzalny smak.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

