Zalesie w gminie Wyszki. Nabożeństwa majowe – tradycja od pokoleń

 To nie tylko religijny zwyczaj, ale także ważny element lokalnej tożsamości i sposób na podtrzymywanie więzi sąsiedzkich.

W podlaskich wsiach maj pachnie bzem, rozbrzmiewa śpiewem Litanii Loretańskiej i gromadzi mieszkańców przy przydrożnych krzyżach oraz kapliczkach. Choć w wielu miejscach tradycja nabożeństw majowych stopniowo zanika, w Zalesiu w gminie Wyszki mieszkańcy nadal spotykają się na wspólnej modlitwie.

Przy przydrożnym krzyżu codziennie w maju zbierają się głównie kobiety. Modlą się, śpiewają pieśni maryjne i wspominają dawne lata, kiedy na majowe przychodziły całe rodziny.

– Co roku przychodzimy tutaj modlić się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosić o zdrowie dla nas samych i całych rodzin. Troszkę nas mało, ale przychodzą i dzieci, i starsi. Człowiek czeka na ciepło i na maj. To naprawdę bardzo fajnie przyjść, pomodlić się, posiedzieć, porozmawiać – mówi pani Halina.

Mieszkanki Zalesia podkreślają, że tradycja trwa tu od pokoleń.

Dawniej na nabożeństwa chodzili dziadkowie i rodzice, dziś obowiązek jej podtrzymywania przejęły kolejne pokolenia.

– Wszyscy czekamy na ten maj. Kiedyś nasze babcie, dziadkowie, mamy chodziły, a teraz my przekazujemy to młodym. U nas we wsi niewiele już zostało takich wspólnych spotkań. Nie ma koła gospodyń, nie ma innych wydarzeń. Jedynie tutaj, przy krzyżu, spotykamy się w maju – opowiada pani Teresa. – Co roku dbamy o to miejsce, odświeżamy wszystko, stroimy świeżymi kwiatami i wstążkami. Duma jest i staramy się, żeby to dalej ciągnąć.

Dla młodszych mieszkanek wspólna modlitwa to także ważna lekcja dla dzieci i sposób na budowanie więzi ze wspólnotą.

– Uważam, że to bardzo fajna tradycja. Chciałabym, żeby moje córeczki pamiętały, że maj to majowe. Starsza sama pyta już, kiedy będzie nabożeństwo. Chciałabym, żeby kiedyś kontynuowały ten zwyczaj – mówi pani Agata, która mieszka w Zalesiu od dziewięciu lat. – Ta wspólna modlitwa jednoczy. Człowiek czuje się częścią wspólnoty. To okazja, żeby się spotkać, porozmawiać. Duma jest ogromna, kiedy słyszę w domu, jak dziewczynki śpiewają „Chwalcie łąki umajone”.

Mieszkanki podkreślają, że dziś coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do uczestnictwa w nabożeństwach przy krzyżach i kapliczkach. W wielu wsiach tradycja zanika, a przydrożne majówki organizowane są już tylko przez kilka osób.

– To jest grupa kobiet, które kultywują tę tradycję. Najczęściej przychodzi pięć–sześć osób. W naszej społeczności jest mało dzieci, więc głównie spotykają się starsze kobiety i czasami wnuki – mówi pani Emilia. – Młodzi może się trochę wstydzą, może wydaje im się to nietrendy. A przecież to piękny zwyczaj i część naszej kultury.

Warto pokazywać to dalej światu.

Jak dodaje, nawet osoby odwiedzające region zauważają wyjątkowość tej tradycji.

– Ostatnio był u nas bloger „Polska jest piękna” i sam zauważył, że tutaj ta tradycja nadal jest kultywowana, podczas gdy w wielu miejscach Polski zanika. Jestem naprawdę szczęśliwa, że u nas jeszcze to trwa – podkreśla.

Majowe nabożeństwa przy przydrożnych krzyżach od lat wpisują się w krajobraz podlaskiej wsi. To coś więcej niż modlitwa – to spotkanie ludzi, wspomnienia dzieciństwa i poczucie wspólnoty. W Zalesiu mieszkańcy wciąż wierzą, że tradycję uda się przekazać kolejnym pokoleniom.



Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

5 1 vote
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy