Rolnik z Ostrówek o hodowli bydła rasy Charolaise

Białe wydaje się ekskluzywne. Są zawsze czyste, dostojne i nawet jeżeli się oddalą, to nietrudno je dostrzec. Ciemne bydło w nocy jest niezauważalne, a białe można zauważyć nawet z daleka – zachwala swoje stado rolnik z Ostrówek. O hodowli mało popularnego w Polsce bydła rasy Charolaise opowiedział nam pan Krzysztof Kamiński.

Charolaise to największa pod względem kalibru i masy ciała francuska rasa mięsna.

Byłem 10 lat temu na wystawie w Szepietowie i hodowca z Bydgoszczy przywiózł białą rasę bydła, która bardzo mi się spodobała. Jeszcze wcześniej byłem we Francji na wystawie z końmi i widziałem tam stada białych krów wypasających się na francuskich łąkach. Spodobały mi się. Kiedy zobaczyłem, że są w Polsce, postanowiłem je zakupić – wspomina hodowca.

Gospodarz podkreśla, że atutem rasy jest łagodność oraz niewielkie wymagania żywieniowe.

 – Pasza może być słabsza, byle było jej dużo. To bydło nie wymaga luksusowych pasz, jak niektóre zwierzęta. One będą rosły na zwykłej trawie. Mają obszar 12 hektarów, mają las, dwa źródła wody. Jest też wanna z wodą. Mają naprawdę dobre warunki – zapewnia pan Krzysztof.

Rolnik z Ostrówek nie ukrywa, że hodowla tej rasy przynosi zyski, szczególnie, że w przypadku jego gospodarstwa, poniesione koszty nie są duże.

Opłacalność każdy rolnik ma we własnej głowie. Jeżeli produkuje globalnie, to zarabia na ilości. W moim przypadku koszty są bardzo małe, a marża na sztuce jest bardzo duża. Jeżeli wypuszczę to stado na wiosnę, to przebywa tam praktycznie do późnej jesieni. To kosztuje niewiele – darmowa trawa, która sama rośnie, bez nawozów. Oszczędzam niemało pieniędzy. A na zimę przygotowuję im paszę – tłumaczy.

Rasa Charolaise jest popularna we Francji. W Polsce nie jest zbyt powszechna.

Jest kilka hodowli na Podlasiu. Ludzie się jeszcze do niej nie przekonali. Najpopularniejsza jest rasa Limousine. Na początku też miałem więcej sztuk, ale teraz rezygnuję z Limousine całkowicie, zostanie Charolaise – zapowiada pan Krzysztof.

Hodowca zachwala sobie charakter oraz szybsze i większe przyrosty masy. Obecnie w swoim stadzie ma 16 sztuk. To niedużo, ale tyle, by móc dokładnie zaopiekować się każdym zwierzęciem.

To stado hodowlane, pod oceną, więc wiadomo, że ma przynosić dochód. Na mięso hoduje się trochę inaczej, stosuje się koncentraty, żeby zwierzęta nabierały wagi i można je było szybko sprzedać.  Bydło hodowlane nie musi szybko rosnąć, musi się dobrze rozwinąć, żeby miało pełne gabaryty i pełny wiek do porodu. U Charolaise do krycia są wymagane 24 miesiące, to jest idealny czas. Wtedy jałówka jest dobrze wyrośnięta i nie ma problemów przy porodach. Jeżeli ktoś chce szybciej, to wtedy psuje stado i wychodzą zdarzają się niekorzystne sytuacje – uczula rolnik.

Rolnik z Ostrówek ceni sobie bliskości ze zwierzętami oraz pewność, że są otoczone odpowiednią opieką.

To są przyjaciele człowieka. To małe stado, z którym mam kontakt codziennie. Zajdę na łąkę, spędzę z nimi trochę czasu, sprawdzę, czy wszystko jest w porządku. Jest to również biznes. Jest przyjaźń, ale pieniądze też są ważne, więc wszystkiego trzeba dopilnować. Wszystko musi ze sobą współgrać. Zazwyczaj moje zwierzęta są sprzedawane do ludzi z polecenia, więc wiem, do kogo to zwierzę jedzie i w jakich warunkach będzie dalej przebywać. Nie muszę się martwić. Gdybym nie znał miejsca, w które trafi, mógłbym mieć wątpliwości. Jednak tam, gdzie wyjeżdżają, wiem, że będzie im dobrze – podkreśla.

Pan Krzysztof nie planuje powiększać swojego stada. 15-20 sztuk to odpowiednia ilość biorąc pod uwagę wielkość budynków, powierzchnię pastwisk oraz możliwą do zapewnienia ilość paszy.

Mam bardzo dużą satysfakcję z tego, co robię i nie ma sensu rozpędzać się w tej hodowli zbyt mocno. Wchodząc w duże ilości trudniej jest zadbać, jest dużo niedociągnięć, częściej zdarzają się upadki. Tyle sztuk, ile mam, jestem w stanie dopilnować – przekonuje. – Moje stado jest pod oceną, należę do Polskiego Związku Hodowców Bydła. Wszystko jest pod kontrolą – dokumentacja, rodowody – dodaje.

Takie podejście popłaca. Krowy pana Krzysztofa po raz kolejny zostały docenione.


W tym roku na wystawie w Szepietowie udało mi się zdobyć najwyższe trofea. W 2019 roku uzyskałem tytuł czempiona, a w tym roku otrzymałem trzy tytuły – wiceczempiona, czempiona i superczempiona. Jestem z tego bardzo dumny i to utwierdziło mnie w ich hodowli. Ta rasa sprzyja hodowcy. Bydło jest zdrowe, częste wizyty weterynarza nie są konieczne. Nie prowadzę też dodatkowych szczepień, jak niektórzy rolnicy. Zwierzęta same w sobie są zdrowie i odporne. Nie wymagają dodatkowych interwencji lekarza – mówi rolnik z Ostrówek. – Ta krowa była czempionem w 2019 roku, jest już doświadczona i rozumie, co to znaczy gdzieś pojechać – wskazuje na jedną ze sztuk w stadzie. – Często ludzie hodują bydło, mają piękne sztuki, chcą je pokazać na wystawie, ale zwierzęta nigdy nie miały kontaktu z transportem, wiec są niespokojne. Moje krowy są przyzwyczajone. Nie muszę się z nimi szarpać. Idą za mną. Kiedy chodzę na samochód, one robią to samo. To ułożone stado. Zwierzę musi mieć zaufanie do człowieka. Mam na przykład taką łąkę, na której jest rów. Próbowałem przepędzić stado idąc za nim, ale nie krowy nie chciały pokonać tej przeszkody. Dopiero kiedy wziąłem jedną z krów, by razem z nią przejść przez ten rów, ta szła ze mną bez oporu. Za nami podążyła reszta stada. Zwierzęta widziały, że skoro ja idę, to nie stanie się im nic złego – wspomina.

Red. Marta Śliwińska

Fot. Marta Śliwińska/Podlaskie24.pl

0 0 votes
Article Rating
  • Lider nowy

Powiązane artykuły:

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Partnerzy