„Czekało się na kolędników”. W Ciełuszkach kolędowanie wciąż żyje
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w Ciełuszkach w gminie Zabłudów „każda chata była zajęta”. Dziś ludzi jest mniej, dzieci prawie nie ma, ale tradycja kolędowania – choć krucha – wciąż trwa. W tym roku mieszkańcy znów ruszyli od domu do domu, by śpiewać kolędy i nieść radość płynącą z Bożego Narodzenia.
– Kiedyś to było bardzo ważne. Czekało się, wszyscy wyglądali, kiedy przyjdą kolędnicy. Fajnie było. Dużo dzieci, młodzieży, podrostków. Wigilia, Boże Narodzenie – to było najważniejsze. Dzieci nie mogły się doczekać kolędowania, chodziły od samego rana – wspomina jedna z mieszkanek wsi.
Kolędowanie miało nie tylko wymiar religijny, ale też bardzo praktyczny. Dawniej zamiast pieniędzy dawano jedzenie.
– Dawali kawałek chleba, wędliny. Później to już pieniądze. A potem była wspólna gościna – dzieciaki przychodziły i jadły, co kto dał – opowiadają mieszkańcy.
Z biegiem lat wszystko zaczęło się zmieniać. Młodzi wyjeżdżali, a grup kolędniczych było coraz mniej.
– Kiedyś było osiem, dziewięć, dziesięć grup. Z wioski do wioski się przejeżdżało. Najpierw dzieci, potem młodzież, a na końcu starsi. Pieniądze szły na zabawę, na orkiestrę. A ludzie dawali też kiełbasy, pół litra. Na drugi dzień spotykaliśmy się i była balanga. Miło się to wspomina – podkreśla Jerzy Kondratiuk.
Dziś kolędowanie ma już inny charakter. Jest spokojniejsze, bardziej symboliczne, ale nadal ważne.
– W tym roku chodziło chyba z 14–15 osób. Przyjechali z Białegostoku, są też bywalcy Ciełuszek, tacy co tu mają domy. Bardzo hojnie ludzie dają, po 100 złotych przeważnie, Te pieniądze wszystkie idą na cerkiew. Co roku tak jest – od wioski Ciełuszki – opowiada mieszkaniec Ciełuszek.
Jak podkreślają mieszkańcy, nie chodzi tylko o zbiórkę.
– Najważniejsze jest to, że ta tradycja jeszcze jest. W innych wioskach już zanika, a u nas jeszcze ludzie się zbierają – mówią zgodnie.
Ciełuszki są wsią prawosławną, ale kolędników przyjmują wszyscy – bez względu na wyznanie.
– Nie ma różnicy, czy prawosławny, czy katolik. Przyjmują nas katolicy, śpiewają razem z nami. Pani Dorotka jest katoliczką, a kolędy śpiewa bardzo ładnie. U nas nie ma podziałów – zapewnia Jerzy Kondratiuk.
Szczególnie ważne są odwiedziny u osób starszych i samotnych.
– To często ludzie, którzy przez cały tydzień są sami. Dla nich to radość, że ktoś zapuka do okna, że mogą otworzyć drzwi – zauważa pani Anna. – Nie chodzi nawet o pieniądze. Najfajniejsze jest to, że ludzie chcą się zebrać i iść kolędować – dodaje.
Mieszkańcy wierzą, że warto trwać przy tradycji.
– Gdzie żyje tradycja, tam żyją ludzie. Jest inna więź. To bardzo potrzebne. Jakby tego już nie było, to tak jakby świąt nie było – twierdzą.
I choć Ciełuszki z roku na rok pustoszeją, na czas świąt wieś znów na chwilę ożywa. Przyjeżdżają dzieci, wnuki, prawnuki. A razem z nimi – kolędy, wspomnienia i nadzieja, że ta tradycja jeszcze przetrwa.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl

