Gdy minusowe temperatury nie odpuszczają i najlepiej nie wychylać nosa z domu, u Agnieszki i Jarosława Rogalskich w Bronowie zawsze znajdzie się ciekawe zajęcie. Zamiast narzekać na niskie temperatury, cała rodzina spotyka się w kuchni, gdzie w ruch idą drożdże, jajka i mąką. Efekt? Dziesiątki rogalików i faworków oraz solidna dawka humoru, który skutecznie rozgrzewa w największe mrozy.
– Przy takiej pogodzie jak człowiek nie ma co robić, to sobie wymyśla – stwierdza Agnieszka Rogalska.
W kuchni nie ma wagi ani precyzyjnych miarek. Wszystko robi się „na oko”, jak to u doświadczonej gospodyni.
– Trochę mleka, trochę mąki, drożdże, cukier – i to wystarczy – słyszymy podczas przygotowywania rozczynu.
Produkty są własne: jajka od przydomowych kur i domowe mleko.
– Na kilogram mąki daje się około 100 gram drożdży. To dużo – pada w trakcie mieszania.
Po wyrobieniu ciasto trafia na 15-20 minut do lodowatej wody.
– Jak wypłynie na wierzch, to znaczy, że jest gotowe – tłumaczy Agnieszka.
Rogaliki najpierw, faworki później
Priorytetem są rogaliki. Ciasto dzieli się na równe kawałki, nakłada marmoladę i formuje. Rogaliki trafiają na blachy, są smarowane jajkiem i idą do pieca.
– Z dwóch porcji wychodzi ponad sto rogalików – podlicza Agnieszka Rogalska.
Dopiero później przychodzi czas na faworki. Tu zdania są podzielone.
– Faworki bez cukru pudru się nie nadają – uważa gospodyni.
– A ja wolę bez – mówi Jarosław.
Każdy robi po swojemu
Faworki wychodzą różne – cienkie, grube, klasyczne i zupełnie autorskie.
– Na takie mrozy grube faworki są najlepsze – podsumowuje Jarosław.
Sprawdzony sposób na mróz
Gdy ostatnie blachy opuszczają piekarnik, nikt nie ma wątpliwości, że wysiłek się opłacił.
– Najlepsze są jeszcze gorące – słyszymy przy pierwszej degustacji.
Gospodarze z Bronowa mrozy znoszą z uśmiechem.
– Pozdrawiamy z mroźnego Podlasia – kończą.
Red. Marta Śliwińska
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl











