Załuki znów rozbrzmiały śpiewem. Kupalnoczka przyciąga tłumy i z roku na rok rośnie w siłę
Korowód, wianki na wodzie, muzyka na żywo i tysiące osób bawiących się do późnego wieczora. Kupalnoczka w Załukach od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń na Podlasiu.
Organizatorzy i mieszkańcy zgodnie podkreślają – to już nie tylko lokalna tradycja, ale święto, które przyciąga gości z całego regionu.
W Załukach w gminie Gródek tradycja
Nocy Kupały żyje pełnią życia.
Każdego roku pod koniec czerwca odbywa się tutaj Kupalnoczka – wydarzenie łączące dawną obrzędowość z koncertami i wspólną zabawą.
– To jest taka impreza sztandarowa Załuk.
Jak idziemy z muzyką nad rzekę, to ludzi jest tyle, że mostek wygląda, jakby miał się zaraz zawalić – mówi z uśmiechem Piotr Sokołowski z zespołu Kalina.
– My gramy i śpiewamy, a za nami idzie cały korowód. Są też odważni, którzy wskakują do rzeki.
Od oddolnej inicjatywy do jednej z największych imprez regionu
Historia Kupalnoczki sięga 2006 roku. Początkowo organizowali ją członkowie zespołu Kalina i mieszkańcy Załuk.
– Zaczynaliśmy jako zespół Kalina. Pomyśleliśmy, że skoro Białowieża ma swoje Kupały, to dlaczego my nie? Mamy rzekę, piękne miejsce i dobre warunki. Na początku nie spodziewaliśmy się, że impreza aż tak się rozrośnie– wspomina Piotr Sokołowski.
Początki wymagały ogromnego zaangażowania mieszkańców.
– Jeździliśmy prywatnie, zbieraliśmy kamienie po polach, przywoziliśmy żwir, budowaliśmy scenę własnymi siłami. Wszyscy chcieli, żeby Kupalnoczka w Załukach powstała – opowiada Zinaida Mojsak z zespołu Kalina.
Magia nad Supraślą
Najbardziej wyczekiwanym momentem wieczoru pozostaje tradycyjny korowód nad rzekę Supraśl i puszczanie wianków.
– Na tym terenie odbywa się prawdziwa magia.
Oprócz koncertów największą atrakcją jest korowód i ceremonia puszczania wianków na rzece Supraśli, a później wspólna zabawa przy muzyce na wschodnią nutę – mówi Magdalena Łotysz, dyrektor Gminnego Centrum Kultury w Gródku.
Jak podkreśla, z roku na rok coraz więcej osób przyjeżdża specjalnie do Załuk.
– Bardzo nas cieszy, że impreza rośnie i przyciąga wielu turystów spoza gminy Gródek.
To zasługa jej unikatowego charakteru i ludzi, którzy tworzą tutaj wyjątkową atmosferę. Coraz więcej uczestników przychodzi w strojach ludowych i z własnoręcznie wykonanymi wiankami.
Tradycja wraca do łask
Zdaniem organizatorów i uczestników zainteresowanie dawnymi zwyczajami wyraźnie rośnie, szczególnie wśród młodych ludzi.
– Obserwujemy powrót do tradycji. Ludzie chcą poznawać swoje korzenie i szukają tego, co autentyczne – podkreśla Magdalena Łotysz.
Jak dodaje, właśnie młodzież coraz chętniej angażuje się w obrzędy.
– Najbardziej cieszy mnie to, że młodzi chcą tę tradycję poznawać i dobrze się przy tym bawić. Początek wakacji, piękna pogoda i muzyka pogranicza tworzą wyjątkowy klimat.
Wianki z paproci i jaśminu
Nieodłącznym elementem święta są własnoręcznie plecione wianki.
– Robię je od wielu lat. Paproć musi być obowiązkowo, bo przecież szukamy legendarnego kwiatu paproci. Najczęściej dodaję też pachnący jaśmin i czerwone kwiaty – to daje piękny kontrastm– opowiada Anna Kazberuk z zespołu Rozśpiewany Gródek.
Jak zauważa, w ostatnich latach coraz więcej osób bierze udział w obrzędzie.
– Przyjeżdżają ludzie z całego województwa. Mogą zobaczyć dawny obrzęd puszczania wianków, przejść z pochodniami nad rzekę i poczuć atmosferę tego miejsca. To właśnie tradycja i niezwykły klimat przyciągają ludzi.
Coraz więcej chętnych
Organizatorzy nie ukrywają, że zainteresowanie występami jest tak duże, iż nie wszystkim zespołom mogą zaproponować miejsce w programie.
– Artyści sami dzwonią do nas i pytają, czy mogą wystąpić podczas Kupalnoczki. Czasem musimy odmawiać, bo po prostu nie jesteśmy w stanie zmieścić wszystkich w programie – przyznaje Magdalena Łotysz.
Na scenie w tym roku wystąpiły m.in. zespoły Rozśpiewany Gródek, Kalina, Kalineczka, Jesienliść, Wena, Dobryje Grajki, AS, Lajland oraz Siostry Ostapczuki.
Red. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl
Fot. Marta Śliwińska Podlaskie24.pl





















